20 lat po upadku Muru Berlińskiego


Wykład wygłoszony w Krakowie 10 października 2009 roku

Szanowni Państwo, to dla mnie zaszczyt i duża radość, że mogę wygłosić wykład na tym forum. Poproszono mnie o wypowiedź na temat przejścia i rozwoju komunizmu w tzw. „rewolucję kulturalną” naszych dni. To złożony i rozległy temat. Mam nadzieję, że uda mi się przekazać w tym zakresie parę interesujących impulsów do refleksji.

Austriacki komunistyczny psychiatra, psychoanalityk, seksuolog i socjolog Wilhelm Reich, napisał w wydanej w 1936 roku książce „Seksualność w walce kulturowej” (noszącej w nowym nakładzie tytuł „Rewolucja seksualna”), że rewolucji komunistycznej nie udałoby się przeprowadzić bez rewolucji seksualnej. Miała ona zrewolucjonizować zwłaszcza młodzież. Reich pisał: „A więc to oczywiste: swoboda seksualna młodzieży oznacza upadek małżeństwa (w sensie przymusu małżeństwa), a ucisk seksualny młodzieży ma zapewnić jej zdolność do zawierania małżeństw. Do tego koniec końców sprowadza się powszechnie znana formuła o „kulturowym” znaczeniu małżeństwa i „obyczajowości” młodzieży. Już z tych powodów nie można dyskutować kwestii małżeństwa z pominięciem kwestii seksualności młodzieży i odwrotnie” (s. 113); i dalej: „Nowy porządek życia płciowego musi się rozpoczynać od reedukacji dziecka” (s. 262).

Jakiś czas później (w 1955 roku) niemiecki socjolog i filozof Herbert Marcuse, jeden z najważniejszych przedstawicieli tzw. szkoły frankfurckiej, z której czerpała pomysły tzw. rewolucja 1968, stwierdził w książce „Eros and Civilization” (za tłumaczeniem niemieckim: „Struktura popędu a społeczeństwo”), że emancypacja seksualna, na przykład uwolnienie się od struktur rodzinnych, doprowadziłaby do rewolucji społecznej.

Wilhelm Reich urodził się w 1897 roku, Herbert Marcuse w 1898. Byli więc niemal rówieśnikami, ale pracowali na rzecz różnych rewolucji: Reich był komunistą, Marcuse – autorem „Eros and Civilization”, jednej z najważniejszych książek „rewolucji 68”.

Jednocześnie obaj głosili podobne poglądy. Obaj dążyli do dogłębnej rewolucji kulturalnej. Dla obu zniszczenie dobrych obyczajów, katolickiej moralności seksualnej i moralności jako takiej było warunkiem rewolucji społecznej, zmierzającej do socjalizmu i komunizmu. Obaj uważali, że rewolucja może się rozwijać tylko na bazie syntezy Marksa i Freuda.

Dla rewolucji komunistycznej priorytetem było zrewolucjonizowanie stosunków w produkcji i stworzenie systemu politycznego, gwarantującego funkcjonowanie ekonomiczne bez prywatnej własności środków produkcji. W swej istocie odbywało się to poprzez totalne dławienie podstawowych praw i narzucanie ateistycznego światopoglądu, co miało powszechnie znane, katastrofalne skutki.

Kapitalistyczny Zachód uchował się przed komunizmem, nie oszczędziła go jednak rewolucja obyczajowa, dająca znać o sobie już w latach 50. W owym czasie obyczaje były dla wielu już tylko konwenansami. W tych latach Hollywood przygotowywał powszechną mentalność na to, co z pełnym impetem nadeszło w latach 60. i czego kulminacją były rewolty studenckie w 1968 roku.

Dla myślicieli obu rewolucji nie było żadnej sprzeczności między rewolucją komunistyczną a rewolucją 1968 roku: obie były dla nich jedynie etapami tego samego procesu. Przedstawiciele „rewolucji 1968” krytykowali komunistów za to, że zaplanowali oni rewolucję jedynie jako uniezależnienie od panującego w stosunkach produkcji wyzysku, nie widząc, że cała kultura jest wytworem służącym utrzymaniu mieszczańsko-kapitalistycznej struktury władzy i że należy dokonać dekonstrukcji tej kultury, co zresztą „rewolucja 68” postawiła sobie za cel.

W 1977 roku brazylijski katolicki bojownik i myśliciel, Plinio Correa de Oliveira, napisał w uzupełnieniu do swojej, wydanej w 1959 roku książki „Rewolucja i Kontrrewolucja” rozdział o związku obu omawianych tutaj rewolucji. Cytat: „Jak wiadomo ani Marks, ani większość jego najbardziej znanych „ortodoksyjnych” czy „heterodoksyjnych” zwolenników, nie upatrywała w dyktaturze proletariatu ostatniego stopnia procesu rewolucyjnego. Dyktatura ta to jedynie istotny, najbardziej dynamiczny aspekt światowej rewolucji. Tak jak we właściwej myśleniu Marksa i jego zwolenników mitologii rozwoju ewolucja na przestrzeni wieków nigdy się nie skończy, tak i sama rewolucja nie zna końca. (…) Tak też upadek dyktatury proletariatu spowoduje nowy kryzys, w którym hipertroficzne państwo stanie się ofiarą własnej hipertrofii.”

Jako możliwy cel Correa de Oliveira widział wytworzenie się podobnego do społeczności indiańskich społeczeństwa plemiennego nie znającego indywidualności, społeczeństwa, w którym indywiduum znika w zbiorowości.

Najważniejszym motorem rewolucji kulturalnej jest błędna, nieuporządkowana żądza nowoczesnego człowieka uzyskania absolutnej, a tym samym utopijnej wolności, nakazująca mu dążyć do utopijnego stanu niezależności i łudząca go jednocześnie, że taki stan może rzeczywiście osiągnąć. Ta nowoczesna wolność chce osiągnąć stan, w którym człowiek jest niezależny od wszystkiego: od ludzi (rodzina, autorytety w szkole, proboszcz itd.), moralności, religii, obyczajów, tradycji itd. Zatem ta żądza wolności obejmuje całego człowieka.

Paradoksalnie rewolucja kulturalna prowadzi do stanu radykalnego kolektywizmu, w którym różnice między ludźmi stają się coraz mniejsze. W pewnym sensie rewolucja kulturalna nie jest niczym innym niż rezygnacją z wyższego stadium kultury i wyborem kultury bardziej prymitywnej. Im bardziej prymitywna kultura, tym mniejsze kulturalne różnice między ludźmi. Jednocześnie kolektywizm rewolucji kulturalnej prowadzi do powstania społeczeństwa egalitarnego w tym sensie, że zachowania ludzi, ich stany ducha i życie emocjonalne coraz bardziej się upodabniają, a życie intelektualne coraz bardziej zacieśnia się do myśli pierwotnych, wspólnych wszystkim ludziom.

Autorem tego schematu myślowego – z jednej strony żądza wolności, z drugiej kolektywizm – jest również Plinio Correa de Oliveira. W książce „Rewolucja i Kontrrewolucja” z 1959 roku napisał: „Można zapytać, czy odpowiedzi na to pytanie (Jak będzie wyglądać rewolucja postkomunistyczna?) nie zna wymarzone przez strukturalistów naszych dni społeczeństwo plemienne. W życiu plemiennym strukturalizm postrzega iluzoryczną syntezę najwyższej wolności indywidualnej i ogólnie akceptowanego kolektywizmu, syntezę, w której kolektywizm ostatecznie pochłonie wolność. Według idei kolektywizmu różne «Ja», czy też pojedyncze osoby, zespolą swój rozum, swoją wolę i swoje uczucia, a także właściwe sobie sposoby istnienia, aby «rozpuścić się» w jedności plemienia, która przyniesie jednolity sposób myślenia i chcenia oraz wspólne uczucie istnienia”. („Rewolucja…”, s. 246)

Rewolucja obyczajowa miała różne oblicza. Największym powodzeniem cieszyła się tzw. „rewolucja seksualna”. Poprzez wprowadzenie pigułki antykoncepcyjnej oraz propagandę na rzecz tzw. „wolnej miłości” i „związków nieformalnych” dokonała się rewolucja w ludzkiej mentalności, która zasadniczo zmieniła świat zachodni. Rewolucja seksualna zapoczątkowała szereg ruchów społecznych, wysuwających żądania natury politycznej. Najdonioślejszym z nich był w pierwszej fazie ruch feministyczny, postulujący liberalizację „przerywania ciąży”.

Rewolucja kulturalna dokonuje przemian w strukturze społeczeństwa, a ponadto wywiera skrajnie destrukcyjny wpływ na życie wewnętrzne człowieka. Bowiem rewolucja kulturalna jest w stanie przekonać ludzi do odcinania się od korzeni chrześcijańskich, co więcej przekonać o tym, że jakikolwiek ład wewnętrzny ciemięży człowieka. I tak, dzisiejszy człowiek jest gotów oddawać się ekstazie w dyskotekach albo paradom miłości, uczestniczyć godzinami w ekscesach prezentowanych w talk shows, a nawet, jak na przykład punkowie, odrzucać zasady estetyczne.

* * *

Upadek komunizmu w 1989 roku postrzegany jest głównie jako upadek systemu ekonomicznego i politycznego, zapomina się natomiast, że nie zakończył się, a wręcz uległ przyspieszeniu, dalszy rozwój „rewolucji 68”.

Poza tym tworzyły się w ukryciu partie komunistyczne, czy też postkomunistyczne, które szybko włączyły do swoich programów agendę „rewolucji 1968”. Znamiennym przykładem jest tu komunistyczna partia NRD, Niemiecka Socjalistyczna Partia Jedności SED, która w dniach 8/9 grudnia 1989 roku przemianowała się na Partię Demokratycznego Socjalizmu – PDS. W łonie tej partii powstały ruchy rewolucyjne, uznawane generalnie w bloku komunistycznym za „oznaki zachodniej dekadencji”, jak na przykład Feministyczna Wspólnota Robocza Kobiet „LISA”, „Platforma Ekologiczna” itd. Z czasem dochodziły nowe ugrupowania, jak homoseksualiści i inne.

Można powiedzieć, że partia ta stała się zbiorowiskiem wszelkich możliwych podgrup społecznych, od punków po zdeklarowanych stalinistów. Wszystkie te grupy łączy głęboka i emocjonalna antypatia do panującego systemu. Uważają się one za peryferie społeczeństwa, są stale protestującą grupą społeczną ludzi z zasady niezadowolonych.

Wprawdzie klasyczne tematy „rewolucji 1968” nie stały się do dziś priorytetem dla następców SED, niemniej ich nihilistyczne i buntownicze nastawienie do centrum społeczeństwa sprawia, że są dla tej rewolucji niezwykle przydatni. Są oni humusem dla rewolucyjnego ducha społecznego, nie mogącego się już rozwijać w spopularyzowanej i szukającej beztroski Partii Zielonych, która początkowo szermowała hasłami „rewolucji 68”.

Następcy SED są także ostoją wojującego ateizmu. Dawna NRD i Republika Czeska to jedyne kraje, w których po upadku Muru Berlińskiego religia nadal traciła popularność. We wszystkich innych krajach bloku wschodniego religia początkowo przeżywała renesans. Jednak w ostatnich latach liczba wiernych chodzących w niedzielę do kościoła, ilość chrztów, zawieranych małżeństw, a także inne wskaźniki odzwierciedlające uczestnictwo w życiu kościelnym regularnie spadały. Proces ten dotyczy całych Niemiec, jednak na terenie byłej NRD ma wymiar dramatyczny. Socjalistyczny system wychowania w NRD, służący całkowicie ateizmowi, był bardzo skuteczny i oddziałuje aż do dziś. Ateiści wybierają najchętniej partie lewicowe, natomiast katolicy i ewangelicy raczej CDU lub SPD.

W wyniku wyborów do Bundestagu w 1998 roku do władzy doszło tzw. „pokolenie 1968”. Czerwono-Zielona Koalicja, której przewodzili Gerhard Schröder i Joschka Fischer, chciała uruchomić program rewolucji społecznej, mającej całkowicie zmienić Niemcy. Odkąd obie te partie nie są już u władzy w Federacji, systematycznie przybierają na sile ich próby zbliżenia do następców SED, natomiast wewnątrzpartyjna opozycja, sprzeciwiająca się brataniu z komunistami, nieustannie maleje.

Jaki konkretny wpływ miała ta nowa konstelacja na życie polityczne zjednoczonych Niemiec?

Dalsza liberalizacja „przerywania ciąży”: Od razu na początku obu dekad, którymi się zajmujemy, rozgorzała wielka publiczna debata, poświęcona ustawowemu uregulowaniu „przerywania ciąży”. Republika Federalna Niemiec miała, przynajmniej teoretycznie, stosunkowo restrykcyjne ustawodawstwo (stosowane w praktyce nadzwyczaj liberalnie), dopuszczające „przerywanie ciąży” jedynie w określonych przypadkach. W byłej NRD „przerwanie ciąży” w okresie pierwszych trzech miesięcy było powszechnie dozwolone. W umowie zjednoczeniowej porozumienia w tej kwestii nie osiągnięto, w związku z czym przejściowo obowiązywały obie ustawy.

Zadanie uchwalenia powszechnie obowiązującej ustawy powierzono Bundestagowi. Ostatecznie wprowadzono tzw. „rozwiązanie okresowe” (Fristenlösung) z obowiązkiem zasięgania porady. Ponadto wprowadzono wskazanie wynikające z wad rozwojowych płodu (tzw. wskazanie eugeniczne), dopuszczające w określonych okolicznościach – na przykład w razie zagrożenia zdrowia psychicznego i fizycznego matki – „przerywanie ciąży” nawet bezpośrednio przed naturalnym porodem. Zwłaszcza przypadki późnego „przerywania ciąży” prowadziły co jakiś czas do ostrych kontrowersji.

„Czerwono-Zielona” Koalicja (rządząca w latach 1998-2005) dokonała konkretnego kroku na rzecz liberalizacji: za rządów Gerharda Schrödera zalegalizowano pigułkę aborcyjną Mifegyne, wykorzystywaną od tego momentu coraz powszechniej. Dzięki temu preparatowi „przerywanie ciąży” ulega postępującej prywatyzacji.

Prostytucja jako zawód uznany przez państwo: Jedną z najbardziej absurdalnych ustaw Schrödera było uznanie prostytucji za zawód, z wszelkimi prawami i obowiązkami, w tym z ubezpieczeniem społecznym.

„Małżeństwa homoseksualne”: Najważniejszym społeczno-politycznym projektem rządu Schrödera była „ustawa o partnerstwie życiowym”, dotycząca tak zwanych „małżeństw homoseksualnych”.

Początkowo planowano kilka alternatywnych form „małżeństw”, przewidzianych mniej lub bardziej dla wszystkich form partnerstwa życiowego. Miało to umocnić w społeczeństwie niechrześcijańskie sposoby życia i osłabić tradycyjną rodzinę.

Jednak jak dotąd pozostano przy „małżeństwach homoseksualnych”, wprowadzonych ponadto połowicznie, ponieważ Bundesrat do chwili obecnej nie wyraził zgody na ważne regulacje, przede wszystkim na ich zrównanie prawnopodatkowe z tzw. normalnymi małżeństwami.

Trzeba jednak dodać, że lobby homoseksualne dąży do pełnego zrównania „partnerstwa osób tej samej płci” z tzw. normalnym małżeństwem. Co więcej, pojawiają się nawet żądania otwarcia prawa małżeńskiego dla homoseksualistów, jak to się już stało w Hiszpanii i w Szwecji. To jednak w świetle obowiązującego prawa konstytucyjnego byłoby bardzo trudno osiągnąć.

Wydaje się jednak, że ważniejszy od projektów politycznych jest wpływ myślicieli „rewolucji 68” na wychowanie dzieci, przejawiający się zwłaszcza w tzw. „pedagogice dekonstrukcyjnej”. Poddaje ona radykalnej krytyce wszelkie podstawowe modele myślowe nowożytności, takie jak rozsądek, podmiot, tożsamość, jednostka, emancypacja czy postęp, posuwając się nawet do zaprzeczenia istnieniu tych pojęć. W tym sensie reprezentanci tej pedagogiki realizują te same cele co rewolucjoniści 68, poddając w wątpliwość podstawy cywilizacji zachodniej i dążąc do całkowitego oderwania człowieka od wszelkich kategorii myślenia, zasad i wartości, wywodzących się z chrześcijańskiej cywilizacji zachodniej.

W wyniku dyskusji publicznej wokół „małżeństw homoseksualnych”, gender mainstreaming i antydyskryminacji zainteresowania dekonstruktywistów skupiły się na zniszczeniu pojęcia „tożsamość”, zwłaszcza w odniesieniu do tożsamości płci. Ponieważ dla przedstawicieli rewolucji kulturalnej płeć ustala przede wszystkim społeczeństwo, nie zaś biologia. W pochodzącej z 2001 roku książce zbiorowej pod tytułem „Pedagogika dekonstrukcyjna”, w artykule „Przekroczyć granice płci” Helga Bilden pisze, co następuje: „Pojęcie tożsamości określa punkt styku indywiduum i społeczeństwa. Tożsamość oznacza stosunek osoby do siebie samej na tle jej pozycji w strukturze społecznej. (…) Tożsamości, także tożsamości płci, nie są jasne, jednoznaczne i oczywiste, jak to się wydawało wcześniej. Wymagają nowego określenia: jako subiektywne, płynne, ustalone tylko okresowo”. (s. 137) Dalej autorka wywodzi, że dziecko początkowo nie ma świadomości swojej płci, że świadomość tę narzuca mu wcześniej czy później społeczeństwo, co z kolei prowadzi do polaryzacji płci i hierarchizowania, wymagających przezwyciężenia.

Kolejną przedstawicielką „pedagogiki dekonstrukcyjnej” jest Jutta Hartmann, pisząca w książce pod tytułem "Wieloraki sposób życia – dynamizowanie triady płeć-seksualność-forma życia / krytyczno-dekonstrukcyjne perspektywy w pedagogice” co następuje: „Pojmując płeć, seksualność i formę życia jako całość ukształtowaną przez społeczeństwo, pracuję nad wyobrażeniem zdolności do działania, mieszczącym w sobie możliwość świadomego przeciwstawienia się normom i nowe zaprojektowanie sposobów istnienia i życia”. Rzecz w tym, że wszystko to nie ma pozostać czystą teorią, lecz być wykorzystywane w wychowaniu uczniów: „Podstawowym celem mojej pracy jest powiększenie przestrzeni w pedagogice w celu równoważnego rozpatrywania i umożliwiania wielorakich sposobów istnienia i życia. Jednym z zadań jest rozpoznanie mechanizmów poszerzających lub zawężających tę przestrzeń”.

Jedno z oblicz rewolucji kulturalnej można coraz wyraźniej obserwować w przeciągu ostatnich dwóch lat: to jej wojujący ateizm i wojująca niechęć do chrześcijaństwa.

W 2009 roku antychrześcijańska nagonka środków masowego przekazu osiągnęła niespotykaną od dawna intensywność. Zwłaszcza pojawiające się ze wszystkich stron ataki na papieża Benedykta XVI cechowały się ostrością jaskrawo kontrastującą z tonem wypowiedzi mediów bezpośrednio po jego wyborze na papieża w 2005 roku. Jednocześnie ataki te nie były wymierzone wyłącznie w pochodzącego z Niemiec papieża. Również wiele chrześcijańskich stanowisk zajmowanych w kwestiach politycznych atakowanych jest ze zjadliwością, urągającą wszelkiej rzetelności. Zastanawia, jak w czasie, w którym anty-dyskryminacja stała się modą, może się zrodzić aż tyle nienawiści do tego, co chrześcijańskie. Obecnie praktycznie wszystkie demonstracje obrońców życia zakłócane są przez lewicowych radykałów.

Chrześcijańskie punkty widzenia dotyczące małżeństwa, rodziny i seksualności, homoseksualne lobby piętnuje mianem „homofobii”, stawiając je na równi z rasizmem i antysemityzmem. Konserwatywni chrześcijanie określani są w wielu środkach masowego przekazu niezmiennie mianem „fundamentalistów”, a ich poglądy polityczne dotyczące „przerywania ciąży”, „małżeństw homoseksualnych” i seksualności uznawane są za niebezpieczne, radykalne, ekstremistyczne i dyskryminujące. Wrogość wobec religii przybiera też formy coraz agresywniejszych bluźnierstw, mających niewątpliwie na celu obrażanie chrześcijan.

Należy przyjąć, że te ataki będą kontynuowane, podobnie jak próby wyparcia chrześcijaństwa z życia publicznego i polityki.

Antychrześcijańskie tendencje w Radzie Europy i w Unii Europejskiej: Antychrześcijańskie tendencje rysują się coraz wyraźniej także w Radzie Europy i w Unii Europejskiej. Dotyczy to przede wszystkim dyskutowanych tematów „przerywania ciąży” i tzw. „agendy homoseksualnej”.

W rezolucji Parlamentu Europejskiego z 18 stycznia 2006 roku (dotyczącej homofobii w Europie) wymienia się jednym tchem bliżej nieokreśloną „homofobię” (w znaczeniu wrogości wobec homoseksualizmu – przyp. tłum.), rasizm i antysemityzm. Od tego momentu homoseksualne lobby i lewicowe środki masowego przekazu niemal każdą krytykę żądań politycznych w ramach tzw. „agendy homoseksualnej” określają mianem „homofobii”. Realizowana w tym zakresie strategia jest dość przejrzysta: zmierza się do tego, aby w opinii publicznej jakakolwiek krytyka żądań politycznych lobby homoseksualnego i samego homoseksualizmu uważana była za „homofobię” – to klasyczny przypadek tabuizacji i stygmatyzacji. Jednocześnie usiłuje się nadać „homofobii”, niezależnie od tego, co się pod tym pojęciem kryje, znamiona kryminalne. Gdyby ta strategia się powiodła, powstanie klimat społeczny, w którym krytycy lobby homoseksualnego będą zmuszeni do ciągłej defensywy i udzielania wyjaśnień. Można więc powiedzieć, że dąży się do wytworzenia klimatu terroru przekonań.

Jeden z punktów Rezolucji z 18 stycznia 2006 roku brzmi następująco: „(Parlament Europejski) wzywa państwa członkowskie oraz Komisję do wzmocnienia walki z homofobią poprzez działania edukacyjne – jak kampanie przeciwko homofobii w szkołach, na uniwersytetach i w środkach masowego przekazu – oraz poprzez środki administracyjne, prawne i legislacyjne.”

Wszędzie, gdzie wprowadzono wiedzę o homoseksualizmie, odbywało się to pod pretekstem zwalczania „homofobii”. Zwykle na takie spotkania zaprasza się grupy homoseksualistów. Trudno byłoby oczekiwać, że będą one w tej kwestii przekazywać uczniom neutralne treści.

Zakończenie

Na zakończenie nie mogę nie wspomnieć, że istnieją również zjawiska pozytywne:

Ostatnie wybory do Bundestagu pokazały, że znaczna ilość wyborców odrzuca interwencje państwa, służące zwalczaniu kryzysów ekonomicznych. W okresie rządów Wielkiej Koalicji, będącej u władzy w ostatnich latach, często mówiło się o tym, że najważniejszą cechą polityki Angeli Merkel jest „socjaldemokratyzowanie” CDU. Zwycięstwa wyborcze liberałów (FDP) można wyjaśnić przede wszystkim odrzuceniem tej polityki. Oznacza to, że nadal jest istotny potencjał wyborczy, oczekujący więcej gospodarki rynkowej, niższych stóp podatkowych i mniej interwencji państwa.

Kolejną przyczyną zwycięstwa wyborczego chrześcijańskich demokratów i liberałów był fakt, że lewica, pomimo zwycięstw wyborczych, nadal odbierana jest przez wielu obywateli jako swoiste widmo. Socjaldemokraci utracili na rzecz CDU 420.000, na rzecz FDP 560.000 głosów. Na rzecz lewicy utracili 960.000 głosów. Można powiedzieć, że w świetle aktualnej konstelacji politycznej w Niemczech socjaldemokraci „siedzą na dwóch stołkach”: pewna ich część ulega lewicowej pokusie, jednocześnie inna, podobnie liczna część, stara się udaremnić „zwrot w lewo”. Toczone w łonie SPD debaty pokazują, jak rozdarta jest ta partia, ponieważ wielu jej członków odrzuca zbliżenie do następców SED.

Gotowość do reakcji i obrony ze strony konserwatywnych kręgów chrześcijańskich wyraźnie wzrosła. Ataki homoseksualnego lobby nie wywołują już konsternacji, lecz są odpierane. Reakcja opinii publicznej na ataki wymierzone w papieża zaskoczyła wiele środków masowego przekazu, zmuszając je do natychmiastowego zaprzestania tej nagonki. Także konserwatywni protestanci, określani mianem „ewangelikałów” (niemieckie określenie: „Evangelikale” – przyp. tłum.), szanujący nade wszystko autorytet Ewangelii, konsekwentnie odpierają ataki lewicowych środków masowego przekazu i lewicujących protestantów. Te fakty są niezwykle ważne, ponieważ rewolucja postępuje nie dzięki swojej sile, lecz z powodu słabości tych, którzy powinni reagować, a tego nie robią, albo robią tylko połowicznie.

Wszyscy jesteśmy wezwani do tej do walki z rewolucją kulturalną i z socjalizmem. Chcąc, aby dała oczekiwane rezultaty, musimy sięgnąć po najważniejszą broń kontrrewolucji: po łaskę. Łaskę tę uzyskujemy dzięki Sakramentom i modlitwie. A kiedy zdecydujemy się na tę walkę, będziemy mogli być pewni, że Matka Boża nie odmówi nam swojej nadprzyrodzonej pomocy.

Dziękuję Państwu za uwagę.
(Tłumaczenie: Maurycy Merunowicz)

Podobne artykuły

Razem upomnijmy się o szacunek dla Ciała Pańskiego!

Zapraszamy do udziału w akcji Instytutu Maryi Królowej Polski „Upadnij na kolana, uwielbiaj swego Pana!”. Jeszcze dzisiaj można zgłosić chęć otrzymania pakietu z folderem o uroczystości Bożego Ciała i witrażem-naklejką na okno z wizerunkiem Najświętszego Sakramentu i tym samym mieć pewność, że dotrze on pod wskazany adres przed uroczystością Bożego Ciała (4 czerwca).