Stowarzyszenie Ratujmy Austrię zebrało ponad 100 tysięcy podpisów pod petycją z żądaniem referendum w sprawie traktatu lizbońskiego. Petycja trafiła już do rąk przewodniczącej parlamentu Barbary Prammer. – informuje „Rzeczpospolita”. Wczoraj, trzy tysiące przeciwników traktatu zebrało się w centrum Wiednia.
W razie porażki organizacja rozważa złożenie skargi do trybunału konstytucyjnego i przeprowadzenie referendum na własną rękę. – Nie będzie ono prawnie wiążące, ale będzie miało dużą wartość symboliczną – mówi Karl-Walter Nowak, rzecznik Ratujmy Austrię. Jego zdaniem rząd nie może dłużej ignorować woli setek tysięcy obywateli.– Nie jesteśmy przeciwnikami Unii. Uważamy jednak, że o tak ważnych sprawach powinniśmy decydować sami – twierdzi.
W piątek członkowie organizacji będą rozmawiać o tym z rzecznikiem prezydenta Heinza Fischera Brunonem Aignerem. Na razie organizują protesty.
Jak informuje „Rz”, referendum żąda zarówno lewica, jak i prawica. Dwa tygodnie temu prawicowe stowarzyszenie obywatelskie „Nie dla Traktatu” zorganizowało manifestację w centrum stolicy. Ponad pięć tysięcy osób niosło transparenty z napisem „Nie dla dyktatury Unii” i „Nie dla traktatu”. Żądały, by władze uszanowały wolę narodu. Ich zdaniem ratyfikacja dokumentu przez parlament jest wydarzeniem porównywalnym z przyłączeniem Austrii do Trzeciej Rzeszy w 1938 roku i stanowi „gwałt na narodzie austriackim” – czytamy w „Rzeczpospolitej”.
Także skrajna lewica sprzeciwia się ratyfikacji. Dla lewicowej Platformy na rzecz Referendum, skupiającej antyglobalistów, pacyfistów i komunistów, traktat to „uosobienie neoliberalizmu”.
”Rz” przypomina, że austriackie prawo przewiduje możliwość rozpisania referendum wyłącznie w przypadku całkowitej zmiany konstytucji. W innych przypadkach jest ono wprawdzie możliwe, ale wymaga poparcia jednej trzeciej parlamentu.
Źródło: „Rzeczpospolita”

