Przywódcy UE odetchnęli z ulgą. Portugalia nie zorganizuje referendum w sprawie traktatu lizbońskiego – informuje „Rzeczpospolita”. Premier Jose Socrates oznajmił w środę wieczorem w portugalskim parlamencie, że referendum nie jest potrzebne. Tłumaczył, że nie ma powodu, by je organizować, bo społeczeństwo powszechnie popiera integrację europejską i traktat lizboński.
Jak informuje „Rz”, do portugalskiego premiera dzwonili wcześniej zdenerwowani prezydent Francji Nicolas Sarkozy i premier Wielkiej Brytanii Gordon Brown. Socrates podobno dodatkowo konsultował się z Angelą Merkel.
Paryż i Londyn boją się referendum jak ognia i dlatego z niepokojem patrzą na sygnały płynące z innych krajów. Każda próba odwołania się do opinii publicznej doprowadziłaby bowiem do zwiększonej presji na zorganizowanie referendów w ich własnych krajach. W Wielkiej Brytanii zakończyłoby się to z pewnością niepowodzeniem – czytamy w „Rzeczpospolitej”.
Dziennik przypomina, że we Francji unijna konstytucja, poprzedniczka traktatu lizbońskiego, już raz przepadła w powszechnym głosowaniu, co zmusiło 27 państw do wynegocjowania nowego dokumentu. Nowego w formie, ale w zasadniczych zapisach identycznego z projektem konstytucji. Inne opakowanie pozwoliło wielu rządom stwierdzić, że teraz referendum nie jest już potrzebne.
Dla Słowenii, która od 1 stycznia przejęła kierowanie Unią, szybka i bezbolesna ratyfikacja traktatu lizbońskiego jest jednym z priorytetów. – Z naszych informacji wynika, że do końca czerwca traktat będzie przyjęty w około 20 państwach członkowskich – powiedział Janez Janša, premier Słowenii.
Ratyfikacja traktatu ma nastąpić we wszystkich państwach UE w tym roku. Nowe zasady funkcjonowania Unii Europejskiej obowiązywałyby od 2009 roku – informuje „Rz”.
Źródło: „Rzeczpospolita”

