Władzę papieża osłabiły w ostatnim półwieczu telewizja i Sobór Watykański II – stwierdził Ernesto Galli della Loggia na łamach sobotniego numeru włoskiego dziennika „Corriere della Sera”. Publicysta jest przekonany, że w liście do biskupów dotyczącym zdjęcia ekskomuniki z czterech biskupów Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X Ojciec Święty porusza przede wszystkim sprawę swego autorytetu w Kościele.
„Obecność głowy Kościoła katolickiego w mediach, a przede wszystkim na szklanym ekranie, niesie z sobą dwa zagrożenia” – stwierdza włoski publicysta i dodaje: „Papieżowi grozi, że stanie się więźniem z jednej strony obowiązku charyzmatu, obowiązku wypadania dobrze przed kamerą, z drugiej obowiązku politycznej poprawności, od której konformizm medialny uzależnia udzielenie mu swego poparcia”.
Jeśli chodzi o Sobór Watykański II, to zdaniem Galli della Loggia przyczynił się on do narodzin w Kościele partii. „Zrozumiejmy się dobrze: w Kurii zawsze były »partie«, ale właśnie w Kurii, na szczycie organizacji… nie wśród wiernych, nie generalnie w katolickim wszechświecie. Wraz z Vaticanum II ten katolicki wszechświat podzielił się na dwa wielkie odłamy: ostrożnych i radykałów, którzy od czterdziestu lat zwalczają się jawnie i nieprzerwanie, a każdy z nich posiada swoich przywódców oraz mniej lub bardziej zainteresowanych przedstawicieli w Kurii” – czytamy w artykule. Ta walka, dodaje komentator, prowadzi do „zakulisowego bojkotu autorytetu papieża, kiedy przypadkiem należy on do przeciwnej partii”.
W tej sytuacji papież „ma dziś jedną tylko broń, by przezwyciężyć niechęć partii, która mu się sprzeciwia, by utwierdzić w swym własnym królestwie nie podlegającą dyskusji władzę absolutnego monarchy: broń charyzmatyczno-medialnego uroku, poparcia metareligijnej światowej widowni” – pisze Galli della Loggia. Jeśli się jednak do niej ucieknie, zauważa Galli della Loggia, może utracić „zasadniczą cechę dziedzictwa towarzyszącego w ciągu historii jego roli: duchową niezależność”.
„Jedno jest pewne – kończy publicysta włoskiego dziennika – w poszukiwaniu trudnej drogi, która pozwoliłaby zachować wolność monarchii absolutnej pomiędzy partiami z jednej strony i medialną światową opinią publiczną z drugiej, między tymi dwoma tworami typowymi dla modernizmu, Benedykt XVI wydaje się boleśnie i nieodwołalnie sam”.
Źródło: KAI

