W niedzielnym "Raporcie wieczornym" TVN 24 zaproszony gość, socjolog prof. Ireneusz Krzemiński, z nieskrywanym obrzydzeniem – i nie stroniąc od wytwornej gestykulacji, wymownie wskazującej na "kłopoty z głową" niemiłych mu osób – komentował ostatnią inicjatywę konstytucyjną "frakcji fanatyków" w PiS z marszałkiem Markiem Jurkiem na czele. Odniósł się też przy okazji do niedawnego wystąpienia ministra Romana Giertycha w Heidelbergu. Odraza mego Szanownego Kolegi Profesora osiągnęła stan zgorszenia, kiedy przypomniał sobie, że do owego "skandalu" doszło w miejscu, jak się słusznie wyraził, symbolicznym dla Europy – podobnie jak Oxford, Cambridge czy inne miasta uniwersyteckie.
Oprócz elementarnego i stojącego poza dyskusją faktu, że uniwersytet jest kwintesencją zachodniej cywilizacji, wszystko w tej narracji jest potwornym fałszem, zdumiewającym przede wszystkim bezczelnością, z jaką jest głoszony. Bolonia, Sorbona, Oxford, Salamanka, Heidelberg, nasza Akademia Krakowska i wiele innych to owoce najdoskonalszej cywilizacji, jaka dotychczas zaistniała – średniowiecznej, łacińskiej Christianitas. Ich mistrzowie – Albert Wielki, św. Tomasz z Akwinu, św. Bonawentura, Roger Bacon, Jan Gerson, Francisco Suárez, Paweł Włodkowic – uprawiali mądrościową kontemplację ładu stworzenia poprzez rozumną identyfikację bytów rzeczywistych i ich przyczyn oraz odczytywanie nakazów prawa naturalnego i ich aplikację do każdej sfery ludzkiej egzystencji osobowej i zbiorowej. Formułowanym dziś zakazem głoszenia na uniwersytetach obowiązywalności norm opartych na rozumnym rozpoznaniu prawdziwych cech natury ludzkiej (i, vice versa, nakazem wyznawania przez ludzi nauki "norm" perwersyjnych) zdumieni byliby nie tylko wymienieni wyżej Doktorzy, ale chyba nawet w znakomitej większości kacerze, którzy w tamtych czasach spłonęli na stosach. Również ci "ojcowie-założyciele" nowożytnego liberalizmu, na których promotorzy "podmiany wartości" nieustannie się powołują.
Gdybyż to były tylko wypowiedzi; przecież jednak idą za nimi konkretne działania. Tworzenie katedr "Gender Studies", organizowanie agitacyjnych spędów pod nazwą "walki z homofobią" czy "seksizmem", i w ogóle ten nieprzerwanie rozlewający się bełkot o tolerancji – wszystko to dowodzi każdego dnia, że czcigodne mury świątyni nauki stają się terenem podbijanym przez (że sparafrazujemy N. Gómez Dávilę) goszystowską "kudłatą zgraję". Jeśli nie napotka ona zdecydowanych sił oporu, to niezadługo już doczekamy się takiego totalitaryzmu i takiego sprostytuowania nauki, przy których instytuty "marksizmu – leninizmu – stalinizmu" były przyzwoitymi pensjami dla panienek z dobrych domów.
Prof. UMK Jacek Bartyzel

