W proteście przeciw piosence „Luca był gejem” 37-letniego Povii organizacje gejowskie zapowiadają pikietowanie festiwalu z zerwaniem imprezy włącznie. W ubiegłym roku Povia, powołując się na własne doświadczenia, stwierdził, że człowiek nie rodzi się gejem, a orientacja seksualna zależy od wychowania i środowiska – czytamy na portalu rp.pl.
Okazuje się, że piosenka Povii jest dla homoseksualnego lobby jedynie pretekstem do promowania dewiacji, gdyż na razie tekst piosenki zna jedynie jury kwalifikacyjne. Zarzuty wobec piosenki pojawiły się w związku z doniesieniami, że 30-letni Luca Di Tolve dzięki specjalnej kuracji wyzbył się skłonności homoseksualnych. To wystarczyło, by działacze homoseksualni uznali, że Povia będzie śpiewał o tym właśnie Luce. Oskarżyli organizatorów o „propagowanie reakcyjnych, klerykalnych treści będących obrazą gejowskiej godności”, twierdząc, że homoseksualizm nie jest chorobą, z której należy się leczyć.
Tymczasem, jak ujawnił dziennikarz „La Repubblica”, który piosenki wysłuchał, Povia opowiada o napastowanym przez pedofilów chłopcu, którego miłość do dziewczyny wyrywa z tragedii i smutku – informuje rp.pl.
Homoseksualiści poszli za ciosem. Zaczęli domagać się „dla równowagi” zaprezentowania w San Remo piosenki progejowskiej. Niccolo Agliardi błyskawicznie napisał i nagrał kontrpiosenkę o prześladowanej „miłości gejowskiej”. Jury uznało, że jest za słaba, a wtedy, jak donosi rp.pl, „rozpętało się piekło". Homoseksualiści zaczęli głosić, że w San Remo ich dyskryminują.
Zirytowani organizatorzy przypominają, że San Remo nie jest festiwalem pieśni gejowskiej, choć 11 lat temu gej Federico Salvatore śpiewał o chłopcu, którego matka wyrzuciła z domu, gdy wyznał, że jest homoseksualistą, a w ubiegłym roku Anna Tatangelo wystąpiła z podobną piosenką pt. „Mój przyjaciel” – czytamy na portalu rp.pl.
Źródło: rp.pl

