Cichym ludobójstwem, które dokonuje się na oczach wszystkich, nazywają kongijscy biskupi to, co dzieje się na wschodnim pograniczu ich kraju. Bezcelowe masakry, świadoma eksterminacja młodych, systematyczne gwałty, traktowane jako jedno z narzędzi walki – tak sytuację w regionie Północnego Kiwu opisuje wydana 13 listopada deklaracja Rady Stałej Episkopatu Demokratycznej Republiki Konga.
Podkreśla się w niej, że świadkami wszystkich tych zbrodni są ci, którym zlecono zachowanie pokoju i ochronę ludności cywilnej. Nasze władze – piszą biskupi – nie są w stanie sprostać ogromowi problemu a cała klasa polityczna wykazała się kompletnym brakiem odpowiedzialności. Episkopat potępia też opieszałość, z jaką do problemów Konga podchodzi wspólnota międzynarodowa.
Zdaniem biskupów na wszystkich dotychczasowych konferencjach pokojowych nie mówiło się o tym, co stanowi prawdziwe podłoże konfliktu, a mianowicie o bogactwach naturalnych kraju. „Odnosi się wrażenie, że mamy tu do czynienia z wielkim i nieujawnionym spiskiem” – czytamy w deklaracji.
W związku z tym episkopat apeluje do wszystkich Kongijczyków, aby w żadnym wypadku nie zgodzili się na bałkanizację Konga i nie podpisywali niczego, co podważałoby integralność granic. Biskupi ubolewają, że wszyscy, zarówno rząd, jak i wspólnota międzynarodowa, zignorowali ostrzeżenia, które episkopat kierował do świata przed miesiącem.
Źródło: KAI

