W nocy 12 lutego tego roku grupa wandali wyważyła drzwi w kościele Morangis w departamencie Essonne. Sprawcy porozrzucali śmieci w świątyni, przewrócili ławki i krzesła. Zniszczyli także tabernakulum. Rozrzucili Eucharystię na podłogę i ją zdeptali. Przy okazji ukradli cenne przedmioty, w tym dwa złote cyboria, srebrną patenę i kielich.
Biskup przyznał, że była to najgorsza profanacja, z jaką kiedykolwiek się spotkał, a tymczasem wydaje się, że nie zszokowała ona pozostałych Francuzów.
– Gdzie jest władza publiczna, politycy, media i opinia publiczna, którzy się buntują, gdy atakowany jest meczet albo synagoga – grzmiał oburzony duchowny, rozmawiając z gazetą „Le Parisien”.
Podobne akty wandalizmu miały miejsce w ub. roku. W sumie między styczniem a czerwcem ub. roku zbezczeszczono siedem świątyń katolickich w diecezji. Biskup zabiegał wówczas o powołanie komisji, która miałaby dokonać przeglądu zabezpieczeń 130 kościołów, znajdujących się w departamencie.
Ponieważ jednak świątynie we Francji należą do państwa, przedstawiciele władz powiedzieli biskupowi, że istnieje już taka komisja i nie ma potrzeby, żeby on się tym zajmował. Do tej pory jednak nie zrobiono nic. Biskup jest oburzony ignorancją władz. Nie przebiera w słowach, mówiąc, że „sytuacja jest chora”. Zapowiedział, że nie zaprzestanie interwencji i będzie nękał urzędników, by ci wreszcie zadbali o bezpieczeństwo kościołów.
Najgorsze w tym wszystkim jest to, że organa ścigania nie chcą uznać aktu wandalizmu za profanację, gdyż sprawcy nie pozostawili żadnych napisów, które by świadczyły o antykatolickim działaniu.
Źródło: Zenit.org. AS

