Na tę niewielką wyspę pielgrzymi dostali się 31 sierpnia pieszo w czasie odpływu oceanu. Zebrane w czasie marszu otoczaki dołożyli do krzyża z kamieni, co roku większego, znajdującego się na miejscu pochówku duchownych.
Przewożono ich tam w latach: 1794 i 1795 statkami, na których przetrzymywano ich w ładowniach. Umierali na szkorbut i tyfus najpierw na statkach, zakotwiczonych u ujścia rzeki Charente, a następnie na wyspie Madame, dokąd w końcu przybiły. Spośród 829 deportowanych kapłanów, zginęło 547. Ci, którzy dotarli na wyspę, złożyli przysięgę, że nie będą mówić o cierpieniach doznanych na statkach, aby nie nakręcać spirali nienawiści.
64 spośród kapłanów-męczenników zostało beatyfikowanych w 1995 r. – Ich historia była przez długi czas zapomniana, dopiero na początku XX w. odkrył ją ksiądz z Rochefort, który zapoczątkował tę pielgrzymkę – podkreśla jej obecna organizatorka, s. Maïté Capdeville z diecezji La Rochelle.
W tym roku na setną pielgrzymkę zaproszono abp. Jeana Benjamina Sleimana z Bagdadu. W swojej homilii hierarcha porównał los francuskich duchownych sprzed ponad 200 lat z losem dzisiejszych chrześcijan w Iraku, którzy starają się o pojednanie w kraju rozdartym konfliktami.
Źródło: KAI

