Antyreligijne organizacje w Hiszpanii żądają, by z życia publicznego zniknęły wszelkie odniesienia do chrześcijaństwa. Nie wystarcza im usunięcie krzyży zapowiadane przez rząd – informuje „Rzeczpospolita”.
Do wznowienia sporów na temat istnienia w przestrzeni publicznej symboli religijnych skłonił Hiszpanów wywiad, który agencji Europa Press udzielił minister sprawiedliwości Francisca Caamano. Szef resortu sprawiedliwości Hiszpanii ujawnił, że nowa ustawa o wolności religijnej, którą chce wprowadzić socjalistyczny rząd, zakłada wyeliminowanie krzyży, wizerunków świętych, itp. ze szkół, żłobków i innych instytucji publicznych. Na dotychczasowych miejscach będą mogły pozostać jedynie symbole należące do dziedzictwa kultury ze względu na ich wartość historyczną lub artystyczną.
Nawet tak nieprzyjazna katolicyzmowi regulacja prawna nie zadowoliła lewaków. Ministra Caamano zaatakowały organizacje, które uważają, że w dziedzinie laicyzacji Hiszpania już i tak ma 30 lat opóźnienia w stosunku do innych krajów Zachodu. Ich zdaniem należy bezwzględnie usunąć wszystko, co kojarzy się z religią, a zabytki i dzieła sztuki przekazać do muzeów. Antykatolickich lewaków rażą także krzyż i Biblia znajdujące się na sali, podczas zaprzysiężenia rządu. Według nich ministrowie powinni przysięgać na konstytucję.
Sprawujący posługę kapłańską w hiszpańskiej Nawarze ks. Piotr Roszak w wypowiedzi dla „Rzeczpospolitej” stwierdził, że plany usuwania krzyży z sal szkolnych i miejsc publicznych to wyraźny przejaw chrystianofobii cechującej „nową laickość”, którą stara się narzucić premier Zapatero. – Usuwanie krzyży ze szkół wpisuje się w program ideologicznego wychowania obywatelskiego, które wzbudziło w Hiszpanii tyle kontrowersji – podkreśla.
Źródło: „Rzeczpospolita”

