– Jeśli zakażą mi wykonywania zawodu, stanie się tak wyłącznie dlatego, że jestem katolikiem. Przyjmę to jako wyraz woli Boga – mówi sędzia z Murcii ścigany za „złośliwe” przeciąganie procedury adopcji córeczki lesbijki przez jej partnerkę. Fernando Ferrín Calamita nie pierwszy raz ma problemy z prawem z powodu wątpliwości natury moralnej – informuje serwis internetowy dziennika „Rzeczpospolita”, przypominając, iż sędzia nigdy nie krył obaw, że adopcja dzieci przez pary homoseksualne czyni z nich króliki doświadczalne.
Sędzia Ferrín Calamita najpierw przyznał prawo do opieki nad dwiema dziewczynkami ojcu, a nie matce, która związała się z inną kobietą. – Matka musi wybrać między córkami a nową partnerką – orzekł. Zapewniał, że nic nie ma do lesbijek, ale „homoseksualni rodzice nie mogą zapewnić dziecku integralnego rozwoju”, on zaś kieruje się „nadrzędnym interesem nieletnich” – czytamy w serwisie rp.pl.
Obecnie sędzia Ferrín Calamita jest sądzony za „złośliwe” opóźnianie adopcji córeczki lesbijki przez jej partnerkę. Grozi mu pozbawienie prawa do wykonywania zawodu nawet przez 18 lat i grzywna w wysokości 18 tysięcy euro z możliwością zamiany na trzy lata więzienia – donosi rp.pl.
Źródło: rp.pl

