Antychrześcijańskie oblicze rewolucji kulturalnej
Utopijny cel rewolucji jakim jest budowa kolejnej wersji ziemskiego raju pełnego pokoju i dobrobytu, ale pozbawionego Boga i Jego przykazań, nie został zrealizowany przez komunistyczny totalitaryzm. Nie udało się komunistycznemu molochowi rozprzestrzenić rewolucji po całym świecie, a jego coraz większa niewydolność spowodowana brakiem środków potrzebnych do szerzenia rewolucji przyczyniła się w końcu do tzw. transformacji ustrojowej w krajach bloku sowieckiego począwszy do roku 1989.
Określenie transformacja ustrojowa jest tu kluczowe. Prof. Plinio Correa de Oliveira w swej książce "Rewolucja i Kontrrewolucja" wspomina o metamorfozie komunizmu czyli o zmianie formy przez komunizm bez zmiany jego bezbożnej istoty. Od roku 1989 r. jesteśmy właśnie świadkami przemiany ustrojowej dokonywanej rękami samych rewolucjonistów tj. komunistów, komunistycznych dysydentów oraz liberalnej opozycji. Transformacja ustrojowa nie była radykalnym zerwaniem z komunistyczną przeszłością PRL, ale jedynie zmianą oblicza rewolucji z brutalnego na uśmiechnięte, czego praktycznym wyrazem stała się tzw. polityka grubej kreski. Podział społeczeństwa na "my" i "oni" w latach 80. tak się zaostrzył, że komuniści utracili możliwość mobilizowania licznych grup społecznych na rzecz rewolucji. Rewolucyjny entuzjazm zgasł.
Stąd dokonując przemian w roku 1989 światowa i polska lewica nie zrezygnowały z celu, jakim jest budowa utopijnego raju na ziemi, a jedynie zmieniła metody działania. Porzucono system oparty na dyktaturze przemocy na rzecz wolności słowa, demokracji i wolnego rynku, które miały nas lepiej poprowadzić ku świetlanej przyszłości.
W rzeczywistości jednak zamieniono brutalne i aroganckie metody sowieckiego komunizmu na metody niedostrzegalnej perswazji ideologicznej polegającej na przemianie mentalności i poglądów ludzi przez zmianę ich stylu życia. Na tym właśnie polega, zawoalowana i zachowująca pozory atrakcyjności, rewolucja kulturalna, która zastąpiła prymitywny model sowieckiego komunizmu.
Stąd wprowadzając system przynajmniej z założenia oparty na wolności wypowiedzi, swobodnej przedsiębiorczości i wolności zrzeszania od razu przygotowano odpowiedni grunt tj. przekwalifikowanie kadry rewolucyjnej poprzez danie jej odpowiednich środków materialnych, finansowych i komunikacji społecznej.
Dlatego wolność wypowiedzi została od razu poddana cenzurze nie państwowej, ale medialnej. W tej chwili już same media opanowane przez byłą nomenklaturę, niektórych komunistycznych dysydentów i przedstawicieli liberalnej opozycji kontrolują jakie wypowiedzi i informacje mają być wprowadzane do opinii publicznej, a jakie nie. I tu już widać pierwszy sukces nowego oblicza rewolucji: udało się przekonać opinię publiczną, że media będące tubą komunistycznej propagandy, którym już prawie nikt nie wierzył, stały się nagle niezależne i bezstronne.
Wolny rynek został poddany kontroli postkomunistycznej magnaterii, która skutecznie ogranicza swobodę działania przedsiębiorców, gdy tylko obroty ich firm mogą zagrozić ekonomicznej pozycji byłej nomenklatury.
Najsilniejszą organizacyjnie partią polityczną pozostała przemieniona w SLD dawna PZPR, której na długo jeszcze udało się zachować dominującą pozycję na scenie politycznej.
Ta potrójna kontrola życia narodu pod względem gospodarczym, politycznym i komunikacji społecznej stała się zapleczem dzisiejszej antychrześcijańskiej rewolucji kulturalnej.
Jednak na skutek tego, że rewolucjoniści byli bardziej wierni nabijaniu własnej kiesy niż wprowadzaniu w życie rewolucyjnych ideałów, po piętnastu latach widać jak coraz bardziej oddalamy się od realizacji utopii, która miała przynieść dobrobyt i zadowolenie wszystkim obywatelom, którzy mieli dzięki temu wieść przyjemne życie tak jakby Boga nie było, a Jego przykazania nie obowiązywały.
Pogoń za coraz bardziej oddaloną utopią stała się przyczyną dzisiejszych rozczarowań i frustracji większości polskiego społeczeństwa, któremu próbowano zaoferować srebrniki doczesnego dobrobytu w zamian za wiarę ojców i chrześcijańskie tradycje narodu.
Tak stało się właśnie z katolicką Hiszpanią pogrążającą się w otmętach laicyzmu, więc musimy mieć świadomość, że zjawiska jakie dzieją się w Polsce są nierzadko powtórzeniem tego, czego dokonywała antychrześcijańska rewolucja w innych krajach świata.
Jak wiadomo głównym przekaźnikiem wiary i chrześcijańskich obyczajów (lub mówiąc bardziej nowocześnie chrześcijańskiego stylu życia) oprócz Kościoła hierarchicznego jest rodzina oparta na związku małżeńskim, który w Kościele Katolickim został podniesiony do rangi sakramentu.
Proces degradacji rodziny jest wynikiem dechrystianizacji starego kontynentu. Już w XVI w. na skutek rewolucji protestanckiej dochodzi do desakralizacji małżeństwa i rodziny na skutek odrzucenia ich charakteru sakramentalnego. Kolejnym etapem laicyzacji tych instytucji była Rewolucja Francuska, na skutek której małżeństwo i rodzina zostały potraktowane jako związki wynikające z kontraktu społecznego, a nie z samej natury ludzkiej. To konwencjonalne podejście do problematyki małżeństwa i rodziny zaowocowało polityką prorozwodową w XIX i XX w., która w końcu doprowadziła w niektórych krajach do prawnego zrównania małżeństwa z konkubinatem (np. polityka Mitteranda we Francji).
U progu XXI stulecia anty-rodzinna rewolucja posunęła się jeszcze dalej głosząc, że płeć jest wytworem kultury, a nie natury. Pseudonaukowe gender studies, promujące umowny charakter płci i funkcjonujące już na polskich uniwersytetach, stają się ideologiczną podstawą dla prawodawstwa, które dąży do zrównania małżeństwa i rodziny z dewiacyjnymi formami zachowań. Tu się nasuwa analogia z marksizmem-leninizmem, któremu przecież przez prawie pół wieku nadawano status naukowości.
Stąd głównym celem ataku rewolucji kulturalnej, mającej na swych usługach przede wszystkim media, jak i wpływowe osobistości biznesu i polityki, stała się instytucja małżeństwa i rodziny. To właśnie przez ich obyczajową deformację i prawną degradację ma się dokonać ostateczna dechrystianizacja społeczeństw na drodze do budowy kolejnego raju pozbawionego Boga.
Rodzina obiektem ataku rewolucji kulturalnej
Rewolucja kulturalna, jak każda rewolucja dąży do obalenia porządku, aby zamiast niego ustanowić utopijny stan rzeczy, który można nazwać pseudo-porządkiem. Należałoby się zatem zastanowić, jaki porządek ma być obalony i co zamiast niego ma być ustanowione.
Przypomnę tutaj, że właśnie w książce "Rewolucja i Kontrrewolucja" prof. Plinio Correa de Oliveira opisuje antychrześcijańską rewolucję jako złożoną z kolejnych faz: pierwszą rewolucją był protestantyzm, który uderzył w porządek religijny; drugą była rewolucja francuska, która zniszczyła porządek społeczno-polityczny; a trzecią był komunizm walczący z porządkiem ekonomicznym.
Obecnie wkroczyliśmy w czwarty etap rewolucji, która walczy z porządkiem opartym na rodzinie. Więzi rodzinne, które są bardzo silne nie mogą zostać zniszczone na drodze krwawej rewolucji, gdyż byłoby to równoznaczne z unicestwieniem społeczeństw. Stąd też taktyka tej czwartej rewolucji zwanej kulturalną nie jest oparta na przemocy, ale na wojnie psychologicznej, której głównym, choć nie jedynym, narzędziem są media.
W jaki sposób rewolucja kulturalna dąży do zniszczenia rodziny? Rewolucja stosuje tu przeciwieństwo zasady abusus non tollit usum (nadużywanie nie obala używania), gdyż stymulując nadużycia i eksponując je dąży ona do zniszczenia instytucji, w których te nadużycia mają miejsce. Luter eksponował nadużycia w Kościele Katolickim, aby wprowadzić swoją herezję. Robespierre eksponował nadużycia ancien regimu, aby móc mordować jego przedstawicieli w imię rewolucyjnej utopii. Marks studiował raporty angielskich komisji królewskich na temat nadużyć w zakładach przemysłowych, aby na tej podstawie napisać "Kapitał". Zatem rewolucjoniści zamiast dążyć do naprawy tego, co uległo zepsuciu, starają się to unicestwić, proponując w zamian jeszcze gorsze utopijne rozwiązanie.
W oparciu o tę przewrotną zasadę rewolucja kulturalna walczy z instytucją małżeństwa i rodziny. Wymieńmy metody jakimi posługują się rewolucjoniści uderzając w rodzinę:
- lansowanie hedonistycznego modelu małżeństwa – niewierność i rozwody w przypadku braku zadowolenia ze związku;
- lansowanie stylu "róbta co chceta" wśród młodzieży i promowanie modelu rodzica-kumpla, który wychowuje bezstresowo swoje dzieci;
- eksponowanie patologii życia małżeńskiego i rodzinnego – przemoc i pedofilia (szczególne zainteresowanie budzą skandale w tzw. dobrych domach);
- eksponowanie agresji i przemocy wśród młodzieży, jako wyniku niewłaściwego funkcjonowania rodziny;
- przemoc i pornografia w mediach i reklamie, jakby agresja i sex były głównymi elementami relacji międzyludzkich i obyczajów;
- ośmieszanie i dyskredytowanie religijnych tradycji rodzinnych – sprowadzanie ich do poziomu infantylnej komercji, nierzadko przeplatanej bluźnierstwami.
Widać w tych metodach błędne koło (vicious cirle – złośliwe koło jak mówią Anglicy), najpierw lansuje się rozwiązłość w życiu rodzinnym bez zasad i wzajemnych poświęceń, a potem eksponuje się wynikłe z tego patologiczne zjawiska.
Jednak rewolucyjne media i edukacja nie ukazują tego związku przyczynowego proponując zupełnie inne środki zaradcze na powstałe patologie:
- na rozprzestrzenianie się AIDS proponują stosowanie prezerwatyw, zamiast wierności;
- na rozwiązłość wśród młodzieży i nieplanowane ciąże, proponują edukację seksualną, antykoncepcję i aborcję;
- na konflikty damsko-męskie instytucję Pełnomocnika Rządu ds. Równego Statusu Kobiet i Mężczyzn;
- na wszelkie inne patologie rodzinne coraz większy interwencjonizm państwowy i kolejne ustawy;
- tworzenie organizacji i systemu poradnictwa opartego na pseudo-naukowych autorytetach wylansowanych przez media (np. porady w pismach kobiecych, prezentowanie instytucji poradnictwa etc.).
Można postawić pytanie: jaki jest cel tych wszystkich rzekomych środków zaradczych? Celem jest budowa utopijnego społeczeństwa bez rodziny, opartego o androgynizm i tzw. płeć kulturową (po angielsku gender w odróżnieniu od sex czyli płci biologicznej). W społeczeństwie, gdzie bycie mężczyzną lub kobietą będzie kwestią wyboru znikną wszelkie tradycyjne więzi rodzinne, a małżeństwo zrównane ze związkami jednopłciowymi zostanie zastąpione wolnymi związkami lub komunami opartymi na poligamii lub poliandrii. Utopia społeczeństwa bezklasowego została zastąpiona utopią społeczeństwa pozbawionego rodziny i normalnej identyfikacji seksualnej zgodnej z naturą człowieka.
Jednak, aby prowadzić działalności rewolucyjną w tym kierunku, oprócz ukrytych centrów kierowania potrzebni są widzialni aktywiści. Tymi aktywistami są homoseksualiści zrzeszeni w różnych organizacjach mających na celu promowanie tej dewiacji. Organizacje te nie są jakimiś rozproszonymi strukturami, ale stanowią dobrze zorganizowaną międzynarodową grupę nacisku zarówno w mediach, świecie artystycznym jak i w polityce. Przykładem ich silnych wpływów niech będzie choćby sprawa kandydatury Włocha Buttiglione na członka Komisji Europejskiej.
Przedstawię pokrótce główne cele i kierunki działań organizacji homoseksualnych:
- dążenie do prawnego zrównania związków homoseksualnych z małżeństwem i rodziną;
- edukacja seksualna od najmłodszych lat, w której związki homoseksualne byłyby prezentowane na równi ze związkami małżeńskimi;
- walka z dyskryminacją i tzw. homofobią poprzez dyskredytowanie oponentów ruchu homoseksualnego, w szczególności katolików oraz dążenie do wprowadzenia sankcji karnych przeciwko nim; (Homofobia zastąpiła pojęcie wroga klasowego. Teraz trzeba zwalczać homofobów, jak niegdyś zwalczano reakcjonistów. Sama senator Maria Szyszkowska powiedziała w grudniu ub. roku w Lublinie, że homoseksualiści to nowy proletariat, który trzeba wyzwolić. Pojęcie klas uciskanych zostało zastąpione pojęciem mniejszości seksualnej uciskanej przez heteroseksualną większość. Powiązania ruchu homoseksualnego z komunistami nie są przypadkowe. Już w latach 50. i 60. ubiegłego wieku homoseksualista i członek amerykańskiej Partii Komunistycznej stał się jednym z założycieli i liderów ruchu na rzecz wyzwolenia homoseksualistów)
- oswajanie opinii publicznej z zachowaniami homoseksualnymi przez częste i pozytywne prezentowanie zjawiska homoseksualizmu w mediach (artyści i ludzie kultury ujawniający swoje skłonności, ukazujący się publicznie z partnerami; stwarzanie wrażenia, że homoseksualiści to ludzie wrażliwsi i bardziej uzdolnieni od reszty społeczeństwa; w dobrym tonie jest mieć znajomego homoseksualistę czy uczęszczać do klubów homoseksualnych);
- zachęcanie homoseksualistów do publicznego manifestowania swojej dewiacji przez organizowanie marszów, otwieranie klubów, przeprowadzanie debat i kampanii publicznych itd.
W działaniach tych ruchów widać wyraźnie dążenie do dyskredytowania i prześladowania przeciwników (casus szwedzkiego pastora), zobojętniania i zastraszania wahających się oraz aktywizowania potencjalnych zwolenników.
Działania organizacji homoseksualnych w Polsce na rzecz legalizacji związków jednopłciowych
Po referendum decydującym o przystąpieniu Polski do Unii Europejskiej organizacje homoseksualne w naszym kraju bardzo się uaktywniły, a głównym ich celem miało być doprowadzenie do legalizacji związków homoseksualnych jeszcze przed oficjalnym wejściem w struktury UE.
W grudniu 2003 r. SKCH im. Ks. P. Skargi stanęło w obronie małżeństwa i rodziny w związku z pojawieniem się projektu ustawy legalizującej związki homoseksualne i nadającej im takie same prawa, jak małżeństwu i rodzinie za wyjątkiem, na razie, prawa do adopcji. Lobby homoseksualne wspierane przez SLD i inne ugrupowania lewicowe liczyło na szybką i cichą legalizację tzw. związków partnerskich. Projekt trafił do komisji senackich pod koniec listopada 2003 r. i jak się okazało oprócz samych zainteresowanych bardzo niewielu polityków wiedziało o projekcie.
Proponowany projekt ze względu na zawarte w nim zapisy jak i odwołania do kodeksu rodzinnego i opiekuńczego można nazwać scenariuszem parodii małżeństwa i rodziny.
Warto zatem przypomnieć główne założenia projektu:
- rejestrowany związek partnerski określa jako związek dwóch osób tej samej płci zawarty przed kierownikiem urzędu stanu cywilnego, podobnie jak w przypadku zawarcia małżeństwa;
- ograniczenia, dla których homoseksualiści nie mogą zawrzeć rejestrowanego związku partnerskiego, są podobne jak w małżeństwie, gdzie zakazuje się między innymi związków kazirodczych i bigamii;
- prawa i obowiązki małżonków rozszerza na tzw. związki partnerskie, a w szczególności na prawo używania jednego nazwiska, obowiązek zaspokajania potrzeb rodziny, powstanie wspólnoty majątkowej, prawo dziedziczenia po sobie, obowiązek sprawowania opieki nad dziećmi partnera i świadczeń alimentacyjnych dla nich, prawa podatkowe i ubezpieczeniowe;
- rozwiązanie związku następuje tak samo jak rozwód w przypadku małżeństwa.
Zalegalizowanie wspomnianego projektu wymagałoby zmian w wielu innych ustawach, a w szczególności kodeksu rodzinnego i opiekuńczego, który poza małżeństwem rozumianym jako związek kobiety i mężczyzny nie uznaje innego rodzaju związków. Trzeba by zatem zmienić prawne definicje małżeństwa, a także definicje prawne rodziców.
Lobby homoseksualne oczekiwało, że środowiska katolickie zbagatelizują zagrożenie przekonane, że w katolickim kraju nigdy do czegoś takiego nie dojdzie. Naszym celem było zatem zaalarmowanie jak najszerszej opinii publicznej i nakłonienie katolików do szybkiej i zdecydowanej reakcji przeciwko projektowi ustawy. Dlatego 8 grudnia 2003 r. opublikowaliśmy w formie płatnego ogłoszenia na łamach dziennika "Rzeczpospolita" tekst pt. "Legalizacja związków homoseksualnych – wyzwanie rzucone chrześcijańskiej Polsce", w którym wskazujemy na moralne i społeczne zagrożenia płynące z legalizacji związków homoseksualnych. Ten sam tekst wydaliśmy w formie broszury, którą z kolei przesłaliśmy na ręce wszystkich księży biskupów oraz do wszystkich parafii w Polsce – łącznie ok. 10.000 egz. Ponadto tę samą broszurę wraz z materiałami informującymi o psychologicznych, społecznych i medycznych skutkach praktyk homoseksualnych wysłaliśmy do wszystkich posłów i senatorów.
W celu zapoznania naszych korespondentów i sympatyków jak próby legalizacji związków homoseksualnych przebiegają w innych krajach zaprosiliśmy dwóch prelegentów. W lutym b.r. odwiedził nas Dr Nelson Fragelli ze Stowarzyszenia "Prawo do Narodzin" z Francji, a w maju John Horvat ze Stowarzyszenia Obrony Tradycji, Rodziny i Własności ze Stanów Zjednoczonych.
Lobby homoseksualne nie speszone naszą akcją informacyjną, widząc bierność hierarchów w tej sprawie, prowadziło dalej swoją działalność promującą homoseksualizm.
Dlatego też zorganizowano w Krakowie w dniach 4-9 maja b.r. Dni Kultury Lesbijsko-Gejowskiej, których punktem kulminacyjnym miał być przemarsz grup homoseksualnych z Rynku Głównego na Wawel w dniu procesji św. Stanisława. W obliczu tej bezwstydnej prowokacji postanowiliśmy się odwołać do mieszkańców Krakowa o wyrażenie sprzeciwu i rozesłaliśmy za pośrednictwem poczty 280.000 druków bezadresowych zawierających kartki pocztowe z protestami, które należało wysłać do Prezydenta Miasta i Rektora UJ. Dodam, że to właśnie na terenie uniwersytetu zorganizowano wiele imprez w ramach Dni Kultury Lesbijsko-Gejowskiej. Reakcja krakowian była zdecydowana, Prezydent i Rektor otrzymali po 30.000 protestów.
Prezydent jednak zlekceważył opinię mieszkańców i zezwolił na przemarsz homoseksualistów w dniu 7 maja. Brak oczekiwanej reakcji ze strony Prezydenta spowodował spontaniczną blokadę Wawelu przez mieszkańców, aby przemarsz nie mógł dotrzeć do celu. Po rozejściu się pochodu, gdy znikła ochrona parady złożona z 300 policjantów, doszło do zamieszek w mieście i pogoni za homoseksualistami na ulicach.
Pomimo fiaska na terenie Krakowa organizacje homoseksualne postanowiły przeprowadzić paradę na terenie Warszawy – 11 czerwca, dzień po uroczystościach Bożego Ciała. Jednym z elementów parady miało być wręczenie Marszałkowi Sejmu petycji popierającej ustawę o związkach partnerskich. Zachęceni przykładem Krakowa postanowiliśmy rozprowadzić 730.000 druków bezadresowych na terenie Warszawy z protestami do Prezydenta Miasta przeciwko paradzie oraz do Marszałka Sejmu przeciwko projektowi ustawy. Jak się okazało Prezydent Warszawy Lech Kaczyński zakazał parady na terenie miasta, a Marszałek Sejmu otrzymał ponad 10.000 protestów przeciwko projektowi ustawy.
Tego jednak było już za wiele dla homoseksualnego lobby i wspierających je władz. W dniu 6 sierpnia b.r. otrzymaliśmy od Poczty Polskiej pismo odmawiające dalszej dystrybucji druków bezadresowych sprzeciwiających się promocji homoseksualizmu. Poczta wskazała, że swoją decyzję podjęła na skutek nacisków Wicepremier Izabeli Jarugi-Nowackiej, Ministerstwa Infrastruktury oraz stowarzyszenia Kampania Przeciw Homofobii. Jako odpowiedź na te szykany złożyliśmy zawiadomienie do prokuratury o podejrzeniu popełnienia przestępstwa, jakim jest samowolne ograniczanie czyichś praw. Ponadto skierowaliśmy skargę do Urzędu Regulacji Telekomunikacji i Poczty, Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumenta i Premiera.
Wiedząc, że projekt ustawy o związkach partnerskich został przyjęty przez komisje senackie i zdając sobie sprawę, że w każdej chwili może trafić pod obrady Senatu postanowiliśmy zwrócić się do Kierowników USC, aby również wyrazili swój sprzeciw wobec projektu ustawy. Wielu z tych ludzi jako katolicy byliby zmuszani działać wbrew swemu sumieniu, gdyby przyszło im rejestrować związki sodomickie. Na wysłane ponad 2400 listów z prośbą o protesty otrzymaliśmy do tej pory odpowiedzi od 407 urzędników z 389 USC.
Protesty z USC przekazaliśmy do Marszałka Sejmu oraz do wiadomości Marszałka Senatu. Tym razem po burzliwej debacie senackiej projekt nie został uchwalony, pomimo dominującej pozycji SLD w tej izbie, ale wrócił do senackich komisji w celu ponownego rozpatrzenia i naniesienia poprawek.
Jednakże na skutek nacisków lobby homoseksualnego wprowadzono projekt ustawy po raz trzeci pod obrady i 3 grudnia 2004 r. bez jakiejkolwiek debaty ustawę Senat przyjął przy 38 głosach za, 15 wstrzymujących się i 23 przeciwnych.
Nasze Stowarzyszenie próbowało jeszcze wpłynąć na wynik głosowania, pomimo krótkiego czasu (porządek obrad podano dopiero 30 listopada) i zamierzało opublikować w dniu 3 grudnia płatne ogłoszenie na łamach "Rzeczpospolitej" i "Życia" zawierające publicznie dostępną listę senatorów podpisanych pod projektem ustawy. Niestety oba tzw. niezależne media odmówiły publikacji. Pozostała nam więc tylko modlitwa.
Organizacje homoseksualne postanowiły również uzyskać wsparcie lobby homoseksualnego w innych krajach Unii Europejskiej oraz w organizacjach międzynarodowych (nomen omen burmistrz i mer dwóch najważniejszych stolic europejskich Berlina i Paryża to homoseksualiści oficjalnie manifestujący swoje dewiacyjne skłonności).
Pozwolę sobie tu przytoczyć kilka fragmentów ideowego tekstu umieszczonego na stronie internetowej jednej z organizacji homoseksualnych pt. "Z ziemi europejskiej do Polski":
"Zaściankowy katoland jest, za przeproszeniem, członkiem wielkiego organizmu, globalnej politycznej struktury, a od maja br. Wspólnoty Europejskiej, od której jego funkcje życiowe zależą. Polska pozostaje bardzo ściśle związana szeregiem międzynarodowych traktatów, podlega europejskim i międzynarodowym trybunałom, i choćby Kaczyńskiemu bądź innemu Giertychowi marzyła się pełnia władzy "tu, w kraju nad Wisłą", to i tak ogromna część kompetencji pozostaje w gestii urzędników z Brukseli bądź sędziów trybunału w Strassburgu. Tam w znacznym zakresie ważą się losy Polski i jej obywateli. Wreszcie, jako faktyczny uczestnik rzeczywistości zwanej globalną wioską, kraj nasz podlega nieprzerwanej ocenie opinii międzynarodowej."
"O ile tu, w królestwie Maryi, środowisk nam przyjaznych ze świecą (gromnicą) szukać, o tyle w laickiej Europie możemy czuć się jak w domu. Nie powinniśmy mieć zatem wątpliwości, gdzie są nasi przyjaciele. (…)"
"Wobec tak znaczącego związania Polski z rodziną krajów, w których tolerancja i akceptacja osób homoseksualnych pozostają wyznacznikiem demokracji, jest (…) jasnym, że działania naszego środowiska powinny ze szczególną mocą uwzględnić poparcie, jakie mamy poza granicami naszego państwa. Winniśmy dokonać reorientacji polityki z wewnętrznej na zagraniczną, bądź z równą determinacją prowadzić obie, przegrupować i skoncentrować nasze siły na stwarzaniu rzeczywistości, która pozwoli nam wywierać naciski na nasze władze z zagranicy."
Tak też się stało, losem polskich organizacji homoseksualnych zajął się rząd niemiecki. Ministerstwo Spraw Zagranicznych Republiki Federalnej Niemiec zleciło swojej placówce dyplomatycznej w Polsce przygotowanie raportu na temat sytuacji osób homoseksualnych w naszym kraju.
Podobnie Komitet Praw Człowieka ONZ zaleca Polsce między innymi wprowadzenie ustawowego zakazu dyskryminacji ze względu na płeć, religię, pochodzenie i orientację seksualną. Państwo powinno uczulić funkcjonariuszy na problem dyskryminacji mniejszości seksualnych i wprowadzić do prawa jasny zakaz takiej dyskryminacji.
Stąd też musimy być świadomi, że walka w obronie praw małżeństwa i rodziny stała się problemem międzynarodowym. W Polsce pozostała nam jeszcze walka na forum Sejmu, zanim ten wołający o pomstę do nieba grzech stanie się obowiązującym prawem.
Oprócz tego musimy sobie zdawać sprawę, że działalność organizacji homoseksualnych ma wymiar religijny, a raczej antyreligijny, a w szczególności antychrześcijański. Dowodem tego niech będzie choćby plan zorganizowania w sierpniu 2005 roku w Jerozolimie światowego zjazdu homoseksualistów – WorldPride. I znów cytat: "WorldPride jest marką niezwykłego zdarzenia, odbywającego się zawsze w szczególnym miejscu, które zawsze bardzo szeroko i donośnie odbija się echem wśród ludzi na całym świecie. Taka właśnie była pierwsza WorldPride, która odbyła się w Rzymie, w roku 2000 – w samym sercu Europy, niemalże u drzwi Papieża pokazaliśmy, że geje i lesbijki są – i zawsze byli – żywą częścią ludzkości. Teraz nadszedł czas, aby odświeżyć to przesłanie i posłać je w jeszcze bardziej wyzywający rejon świata. Nadszedł czas, aby pokazać naszym społeczeństwom, sąsiadom i naszym bliskim – całemu światu – nie tylko to, że należymy do niego, ale też że nasza miłość i duma są ponad wszelakimi barierami, które dzielą ludzi."
I jeszcze jedna refleksja na koniec.
Każdemu z nas nasuwa się zapewne pytanie: do czego to wszystko prowadzi?
Jednym ze skutków degradacji małżeństwa i rodziny jest ich niestabilność i nietrwałość, co z kolei prowadzi do mentalnego i psychicznego okaleczania kolejnych pokoleń. Nietrwałe rodziny nie są już przekaźnikiem tradycji i obyczajów opartych na Dekalogu, ale stają się rozsadnikami moralnego relatywizmu i egoizmu, a nierzadko patologicznych zachowań.
Kolejnym skutkiem tej degradacji jest unikanie potomstwa, co w dalszej perspektywie prowadzi do starzenia i wymierania społeczeństw.
A zatem jeszcze bogata, ale już zdemoralizowana i wyludniająca się Europa może stać się łupem nowych barbarzyńców na podobieństwo Imperium Rzymskiego.
Mając na uwadze tę dramatyczną perspektywę przyszłości wypadałoby wspomnieć prorocze słowa Ks. Piotra Skargi: "odstępstwo od wiary i Kościoła Świętego Pan Bóg mieczem pogańskim karze", a jaki to jest miecz wskazują wydarzenia w Nowym Jorku z 11 września, na dworcu kolejowym w Madrycie czy w szkole w Biesłanie.
Sławomir Olejniczak
Prezes Stowarzyszenia Kultury Chrześcijańskiej im. Ks. Piotra Skargi
Kraków, 9 grudnia 2004 r.

