W ubiegłym roku, według wstępnych szacunków, urodziło się 418 tys. dzieci, o blisko 1 tys. więcej niż w roku poprzednim. Współczynnik zastępowalności pokoleń ukształtował się na poziomie 1,4. Dla porównania – w 2003 r. współczynnik wyniósł tylko 1,22, a ogólna liczba urodzeń – 351 tysięcy. Ten minimalny wzrost może cieszyć, ale jest dalece niewystarczający.
Wzrost urodzeń w ostatnich dwu latach zawdzięczamy zarówno osiągnięciu maksymalnego wieku reprodukcyjnego przez pokolenie mini wyżu przełomu lat 70. i 80., jak i wprowadzeniu dużej ulgi podatkowej na dzieci w 2007 roku. Jednocześnie odnotowano wyraźny spadek liczby małżeństw, co zwiastuje wkroczenie w kolejny etap spadku urodzeń i tym samym przekształcenie się kryzysu demograficznego, z którym mamy do czynienia już od początku lat 90., w postępującą katastrofę demograficzną. Przyniesie ona narastającą niewydolność systemu emerytalnego aż do jego całkowitego załamania.
Do roku 2030 liczba emerytów wzrośnie o blisko 50 procent. Oznacza to wzrost wydatków (przy obecnym poziomie świadczeń) o mniej więcej 89 mld zł na świadczenia emerytalne i dodatkowo 50 mld zł na świadczenia na służbę zdrowia. To wszystko będzie się działo w sytuacji spadku liczby ludności w wieku produkcyjnym o blisko 5 mln osób, a do 2050 roku o dalsze mniej więcej 5,5 miliona.
[…]
Pełny tekst: "Nasz Dziennik"

