Na szereg kuriozalnych zarzutów zawartych w akcie oskarżenia w sprawie działalności Komisji Majątkowej zwrócił uwagę w rozmowie z KAI ks. prof. Dariusz Walencik z Uniwersytetu Opolskiego, ekspert w sprawach majątkowych Kościoła.
W piątek, 30 grudnia, prokuratura w Gliwicach zakończyła śledztwo w tej sprawie, a akt oskarżenia trafi do Sądu Okręgowego w Katowicach. Ks. prof. Walencik, zastrzegając, że bazuje na informacjach medialnych medialnych, zauważa, że depesza PAP na ten temat i artykuł w katowickim dodatku „Gazety Wyborczej” pt. „Oskarżona Komisja Majątkowa: łapówki i działanie przeciwko Skarbowi Państwa”, różnią się w treści. Zdaniem eksperta, tytuł publikacji w „Gazecie” nie oddaje prawdy, gdyż sugeruje, że wszyscy członkowie tego gremium są oskarżeni, podczas gdy akt oskarżenia dotyczy 8 osób, a w okresie działania komisji jej członkami były 54 osoby.
Nieprecyzyjne jest także sformułowanie o łapówkach, gdyż zarzut korupcji dotyczy… tylko jednej osoby. Osobę tę miał skorumpować, wedle prokuratury, główny oskarżony, Marek P. Osoba ta nie orzekała jednak w sprawie Towarzystwa Pomocy dla Bezdomnych im. św. Brata Alberta, a właśnie jeden z głównych zarzutów wobec byłego esbeka dotyczy zawyżenia wyceny gruntów w Zabrzu, będących rekompensatą dla Towarzystwa. Zdaniem ks. prof. Walencika kilka spraw wrzucono tu do jednego worka.
Za zupełne kuriozum uznaje kościelny ekspert zarzuty stawiane członkom komisji, dotyczące poświadczenia nieprawdy w dokumentach oraz działania na szkodę Skarbu Państwa. Prokuratura zarzuca im, że nie podjęli starań, aby zweryfikować podane przez Marka P., zawyżone wyceny gruntów, bądź w ogóle się z nimi nie zapoznali, ponieważ nie były one przez Marka P. dostarczone do Komisji.
– Jeśli w orzeczeniu padają kwoty z operatów, to jak mogło ich nie być? – pyta retorycznie ks. prof. Walencik i podkreśla, że fakt nieodnalezienia w MSWiA konkretnych operatów szacunkowych, nie dowodzi, że członkowie komisji nie mieli ich w rękach, gdy wydawali orzeczenia.
Jak podkreśla ks. prof. Walencik, zadaniem Komisji Majątkowej nie było weryfikowanie wysokości operatu, czyli stwierdzanie, czy rekompensata była prawidłowo wyliczona. To rzeczoznawca odpowiada za rzetelność swej opinii, bo on posiada w tym zakresie specjalistyczną wiedzę. Jeśli przekazana komisji opinia budziła wątpliwości któregoś z uczestników postępowania, to mógł on przedstawić swoje zastrzeżenia i złożyć zamówiony przez siebie kontroperat.
– Nie będę bronił Marka P. (…) Nawet gdyby był niewinny, to korzystanie z jego usług, ze względu na jego przeszłość, było największym błędem. Natomist będę bronił Komisji Majątkowej, bo zarzuty kierowane wobec jej członków są absurdalne. Poza tym ich ewentualną winę trzeba udowodnić. Nie skazujmy tych ludzi bez prawomocnego wyroku na śmierć cywilną i medialną – apeluje kościelny ekspert.
Źródło: KAI.

