Maltańczyk z Tobruku

W czasach współczesnych członkowie Zakonu Maltańskiego często są postrzegani jako rodzaj elitarnego klubu towarzyskiego zajmującego się dobroczynnością. O tym, że jest inaczej, a przynajmniej, że bywa inaczej, świadczy życie i śmierć przedwojennego polskiego maltańczyka Adolfa Marii Bocheńskiego.

Adzio Bocheński urodził się w starej rodzinie ziemiańskiej, pieczętującej się herbem Rawicz, której gniazdem rodzinnym była Ponikwa w Galicji wschodniej. Wielki wpływ na ukształtowanie jego charakteru miała matka, kobieta bardzo pobożna, prowadząca dom zgodnie ze starymi, feudalnymi wzorami. Adolf był bardzo zdolnym chłopcem. Stanisław Cat-Mackiewicz nazwał go nawet z niemiecka wunderkindem, czyli cudownym dzieckiem. W wieku 5 lat nauczył się czytać, ale nie jak inni, sylabizując teksty bajek, w czym by nie było niczego szczególnego, lecz na książce Mariana Kukiela Dzieje oręża polskiego w dobie napoleońskiej. Zafascynowany historią wojska polskiego tej epoki, lubił rozmawiać z rodzicami na tematy bitew i kampanii napoleońskich.

Z biegiem czasu Adzio coraz bardziej pasjonował się sprawami polityki. Szerokość zainteresowań, masa lektur, które pochłaniał, utrudniała regularną naukę w szkole. W związku z tym rodzice postanowili, że będzie uczył się w domu i zdawał egzaminy przed komisją szkolną, aby zaliczyć kolejne klasy. Jak trudnym był uczniem, świadczy wspomnienie jednego z korepetytorów: "W tym czasie Adzio studiował wojnę rosyjsko-japońską i kiedy przyszedłem do niego po raz pierwszy, mój uczeń leżał na kocu, na ziemi z rozłożonymi przed sobą mapami i kreślił szkice różnych faz operacji pod Laoianem. Okrągłym ruchem wskazał mi głęboki fotel i gazety, i książki na stole rozłożone, sam jednak nie odrywał się od swojej lektury. Udzielił mi chętnie wyjaśnień co do zasad strategii, która go wówczas pasjonowała, ale nie chciał się zajmować bieżącą nauką szkolną." Na usprawiedliwienie należy dodać, że egzaminy zdawał na oceny dobre i bardzo dobre.

PUBLICYSTA

W wieku 16 lat wraz z bratem Aleksandrem napisał i wydał broszurkę Tendencje samobójcze narodu polskiego. Rozległość wiedzy Adolfa pozwoliła mu nie tylko odbyć studia w elitarnej Szkole Nauk Politycznych w Paryżu, ale również ukończyć je na trzecim miejscu pod względem wyników.

Naukę kontynuował na wydziale prawa Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie, gdzie związał się z konserwatywną organizacją studencką "Myśl Mocarstwowa". Wtedy na dobre rozpoczął działalność publicystyczną, początkowo w pismach studenckich. W latach trzydziestych pisał na tematy polityczne do różnych czasopism. Na stałe związał się z pismem wyrosłym z "Dnia Akademickiego" – "Buntem Młodych", potem, gdy buntownicy, tj. redaktorzy, nieco się zestarzeli przemianowanym na "Politykę". Niestety bezkompromisowość w wyrażaniu swojego zdania, bez względu na osobę, z którą rozmawiał, uniemożliwiło mu pracę w dyplomacji II RP, choć kwalifikacje miał wymarzone: oprócz głębokiej wiedzy w zakresie historii i politologii, swobodnie posługiwał się kilkoma językami.

W WALCE

Wybuch II wojny światowej zniweczył plany polityczne Bocheńskiego. Grupa publicystów związana z "Polityką" zamierzała bowiem wystawić swoją listę w najbliższych wyborach do parlamentu. W nowej sytuacji uznał, że jego miejsce jest w walczącej armii.

Po zajęciu przez Niemcy terenów II Rzeczypospolitej zaciągnął się do Wojska Polskiego we Francji. Nie było to proste, jako że był fizycznym zerem. Dawały o sobie znać lata spędzone wśród książek. Przed wojną został nawet zwolniony ze służby wojskowej właśnie ze względu na stan zdrowia. Na szczęście podczas rekrutacji do armii na obczyźnie mniej na to zważano i wkrótce jako podchorąży zgłębiał zasady taktyki walki pododdziałów karabinów maszynowych w obozie wojskowym w Coëtquidan, zwanym przez naszych wiarusów swojsko Koczkodanem. Z powtarzanymi co jakiś czas kontrolami lekarskimi radził sobie wysyłając na nie kolegę – osiłka. Wkrótce dostał przydział do Brygady Podhalańskiej, która miała zostać przerzucona wraz z oddziałami alianckimi do Finlandii walczącej z najazdem Sowietów. Ostatecznie Podhalańczycy trafili do Norwegii, by okryć sztandar jednostki chwałą w bitwie pod Narwikiem. Po ewakuacji oddziału do kapitulującej Francji Adolf przedarł się do Palestyny i zaciągnął do Brygady Karpackiej złożonej z podobnych jak on rozbitków z Francji czy uciekinierów z obozów internowania na Węgrzech i Rumunii. Losy większości żołnierzy Brygady Karpackiej lapidarnie i złośliwie podsumowywała żurawiejka Pułku Ułanów Karpackich: "Przez Karpaty napylali, Karpackimi ich nazwali".


TOBRUK

Chrzest bojowy Brygada odbyła w pustynnej twierdzy Tobruk. Walka pozycyjna, w okopach tylko z pozoru była nudna. Żołnierze polscy szybko urozmaicili sobie służbę robiąc nocne wypady na teren przeciwnika. Szczególną sławą w takich wyprawach zasłynął pchor. Adolf Bocheński. Dobierając sobie do pomocy co odważniejszych żołnierzy, wśród ciemności egipskich (a właściwie libijskich) przemykał w gąszczu pól minowych i zasieków, by wykonywać zadania bojowe. Brał udział w 50-ciu. W trakcie ostatniej otrzymał 12 ran. Mimo to zdołał doprowadzić pluton na własne pozycje i po zameldowaniu dowódcy o wykonaniu zadania został zawieziony do szpitala. Tam, dziwnym trafem, leżał razem z jeńcem włoskim, który rzucił mu pod nogi granat. Podobno nawet się zaprzyjaźnili. Oto duch rycerza katolickiego! Nic dodać, nic ująć!

Po rekonwalescencji, w czasie której dużo czytał i pisał do prasy polskiej na uchodźstwie, wrócił w szeregi wojska. Tym razem, na własną prośbę, już jako podporucznik, otrzymał przydział do plutonu zwiadu Pułku Ułanów Karpackich. W jego szeregach wziął udział w kampanii włoskiej. Walczył w bitwie pod Monte Cassino. Niestety, wkrótce potem poległ podczas rozminowywania drogi niedaleko Ancony. Nie musiał tego robić. Było to zadanie saperów. W dodatku niedawno, bez wiedzy lekarzy, opuścił szpital, w którym leczył nowe rany. Jednakże nie mógł wytrzymać bezczynności, wyskoczył z "cariersa" i mimo że rękę miał na temblaku, rozbroił dwadzieścia dwie miny. Niestety, kolejna okazała się ostatnią w jego życiu.

MALTAŃCZYK

Charakterystyczną cechą Adolfa Bocheńskiego, wybitnego intelektualisty francuskiego typu, kawalera Virtuti Militari oraz 2 krzyży walecznych, był głęboki katolicyzm. Z niego wypływała jego postawa i czyny. Na przykład Stanisław Cat – Mackiewicz, z pewnym nawet zdziwieniem, podkreśla fakt praktykowania przez Adolfa cnoty czystości.

Bardzo poważnie brał sobie do serca obowiązki płynące z faktu przynależności do Zakonu Kawalerów Maltańskich. Krzyż tego zakonu, wbrew regulaminowi, nosił ponad orderem Virtuti Militari. Na pytanie o warunki, jakie należy spełnić, aby zostać przyjętym do maltańczyków, zwykł był odpowiadać, iż jest nim trzyletnia walka z saracenami. I chyba nie do końca był to żart; jego życie i śmierć świadczy, że obowiązki chrześcijańskiego rycerza brał na serio.

Starał się być dobrym żołnierzem i dowódcą. Jego podwładni podkreślali, iż dbał o żołnierzy jak kokosz o pisklęta. Brał na siebie najniebezpieczniejsze zadania bojowe oraz najtrudniejszą służbę. Potrafił sam pełnić wartę przez całą noc, aby zmęczeni żołnierze mogli wypocząć. Jednocześnie słynął ze skrupulatności w wypełnianiu rozkazów. Jeden z jego podwładnych wyznał: "Adolf jest trudnym dowódcą, wykonuje bowiem rozkazy przełożonych na sto procent i tego samego wymaga od nas."

Adam Kowalik

Za: Rycerz Lepanto nr 9

Podobne artykuły

Razem upomnijmy się o szacunek dla Ciała Pańskiego!

Zapraszamy do udziału w akcji Instytutu Maryi Królowej Polski „Upadnij na kolana, uwielbiaj swego Pana!”. Jeszcze dzisiaj można zgłosić chęć otrzymania pakietu z folderem o uroczystości Bożego Ciała i witrażem-naklejką na okno z wizerunkiem Najświętszego Sakramentu i tym samym mieć pewność, że dotrze on pod wskazany adres przed uroczystością Bożego Ciała (4 czerwca).