Kilka dni temu światowe agencje informacyjne obiegła informacja o uznaniu w Wielkiej Brytanii druidyzmu za religię i zrównaniu go w prawach z chrześcijaństwem, judaizmem i islamem. Komisja Charytatywna Anglii i Walii stowarzyszeniu Druid Network przydzieliła status organizacji charytatywnej i przyznała stosowne ulgi podatkowe. W uzasadnieniu decyzji znalazł się m.in. zapis, iż "druidyzm to spójny i poważny system wierzeń, który oferuje korzystną strukturę etyczną", jak też to, że "praca, jaką Druid Network wkłada w promocję druidyzmu, leży w interesie społecznym".
Nie wiem, na czym polega ów interes społeczny, faktem jednak jest, że "zapomniano" zauważyć, iż w przeszłości ważną częścią kultu druidzkiego były rytualne mordy. Niewolnicy wyznawców kultu byli paleni w trakcie obrządku pogrzebowego ich panów. Jednym z elementów rytuału Bełtane, poświęconego urodzajności, było budowanie z suchych gałęzi wierzby i słomy wielkiej kukły Wickermana (wiklinowego pana) i umieszczanie w jego środku ofiary ludzkiej. Rytuał się dopełniał, gdy całość została spalona. Także Tacyt wspomina w swoich pismach o zalanych krwią ołtarzach druidów na wyspie Anglesey. W zależności od bóstwa stosowano różne praktyki składania ofiar: Taranis wymagał samospalenia, dla Teutatesa topiono ludzi, natomiast Enus wymagał wieszania…
[…]
Pełny tekst: "Nasz Dziennik"

