– To porażka humanistyki i zwycięstwo złego pragmatyzmu. Szefostwo MEN uznało najwyraźniej, że bogaty kanon lektur jest zagrożeniem i obciążeniem dla procesu nauczania – tak podsumował ogłoszoną wczoraj przez MEN listę lektur szkolnych były minister kultury Kazimierz Michał Ujazdowski.
Z listy lektur szkolnych zniknie "Kubuś Puchatek", "Potop", "Quo Vadis", "Romeo i Julia". MEN zmienia wykaz dzieł, które mają czytać uczniowie, i obiecuje koniec czytelniczej fikcji w szkołach. Dlatego zamiast całych książek, na lekcjach częściej omawiane będą tylko fragmenty. Projekt wywołał protesty ekspertów i pedagogów – informuje „Dziennik”.
Według oceny prof. Jerzego Jarzębskiego, historyka literatury i krytyka literackiego z Uniwersytetu Jagiellońskiego fragmentaryczność, na którą stawia resort rodzi zagrożenie, że uczniowie nie będą w stanie dostrzec istoty przekazu książek.
Niezadowolenia nie kryją także poloniści. Ich zdaniem minister edukacji idzie na łatwiznę. – Teraz uczniowie nie czytają książek, więc mamy proponować im fragmenty? To doprowadzi do tego, że za chwilę nie będą czytać nawet fragmentów – mówi Adrianna Seniów, polonistka z XIII L.O. w Szczecinie, najlepszego liceum w Polsce. Dodaje, że wystarczy odrobina chęci ze strony nauczyciela, by zmotywować do czytania – czytamy w „Dzienniku”.
Zdaniem Ryszarda Legutki, autora obecnego spisu lektur szkolnych, propozycja MEN to utrwalanie wizerunku absolwenta polskiej szkoły jako ćwiercinteligenta.

