Wzrost stanu posiadania, będący owocem olbrzymiego postępu naukowego w okresie następującym po II Wojnie Światowej, w latach 60., sprawiał wrażenie, iż osiągnął już szczyt mający być zapowiedzią jeszcze większych wygód, bezpieczeństwa, bogactwa i przyjemności. Gorzkie minione epoki, brak stabilizacji wynikający ze złego stanu opieki zdrowotnej, słabej gospodarki i stale obecnego zagrożenia wojną zdawały się odchodzić w przeszłość.
„GOLDEN SIXTIES”
Stabilizacja golden sixties (złotych lat 60.) zdawała się być ostatecznym zwycięstwem człowieka nowoczesnego, który czuł się potrzebny, miał dobrze urządzone życie, cieszył się dobrym zdrowiem, nienawidził wszelkiego typu zmartwień. Ten człowiek Zachodu stopniowo odsuwał się od życia duchowego, nie zajmował się poważnie polityką, a tym bardziej ideami.
W tym stanie ducha, który oślepia duszę, człowiek ten nie był w stanie zauważyć nowego zagrożenia, zapowiadającego nowe wstrząsy, rosnącego wewnątrz społeczeństwa, które on bałwochwalczo ubóstwiał. Dla niego te wstrząsy były jedynie duchami, których nie chciał dostrzec.
Golden sixties opierały się na ateistycznej koncepcji życia, która chciała stworzyć społeczeństwo nie uwzględniając wartości duchowych ani też praw Boskich.
Tamte lata i pozorny porządek, który nimi rządził były owocem wcześniejszych wstrząsów. Wstrząsy te zaprzeczyły najświętszym prawom Boskim i Kościelnym, a następnie pchnęły społeczeństwo w stronę stanu, który odrzuca wszelkie wartości Cywilizacji Chrześcijańskiej.
Reformacja i humanizm epoki Odrodzenia stanowiły tak odległe przyczyny historyczne, że ludzie nawet już o nich nie pamiętali. Bliższa im w czasie i bardziej obecna Rewolucja Francuska została jakoby wpisana w świat człowieka Zachodu i w mentalność narodów zachodnich. W końcu wszystko zmierzało w stronę dostosowania się do rozwijającego się komunizmu, coraz bardziej obecnego i do radykalnego egalitaryzmu we wszystkich dziedzinach życia społecznego.
Jak zatem można było pomyśleć, iż Rewolucja jedynie powodowała wstrząsy, podczas gdy to sam człowiek Zachodu nosił w sobie z obojętnością i przyjemnością żywe ziarno zbuntowanej przeszłości? Takie to są sprzeczności klasy średniej bez zasad!
W latach 60. instytucja rodziny, szkoła, miejsce pracy i rozrywki były stopniowo opanowywane przez galopujący egalitaryzm i pospolitość, która zawitała do krajów, gdzie zwyciężyła Rewolucja komunistyczna. Stosunki międzyludzkie stawały się coraz mniej obrzędowe. Zanikła nawet relacja oparta na szacunku pomiędzy rodzicami i dziećmi, nauczycielami i uczniami oraz pracodawcami i pracownikami.
I jako że młodzież w tych latach, nie mogąc znaleźć nic więcej ani w rodzinie, ani w szkole (powagi minionych lat, wizji stosunków społecznych o charakterze sakralnym i religijnym), niesiona na ideach fali rewolucyjnej, w wydarzeniach na Sorbonie odnalazła wyraz dla swojego pragnienia, by zerwać z wizją społeczeństwa bez idei, zwróconego jedynie w stronę materialnego dobrobytu, który zaczęła podważać.
Giles Lipovetsky, profesor katedry filozofii w Grenoble, w maju 1968 r., wypowiadał się w ten sposób: – Ruch ten nie przedstawił żadnego programu naprawy społeczeństwa. U jego podstaw stało jedynie kontestowanie wszystkiego, a nie zaproponowanie czegokolwiek, wezwanie do buntu bez patrzenia w przyszłość, wystąpienie przeciwko wszelkiej organizacji na rzecz spontaniczności i bezpośredniego wyrażania się mas. Utopijna idea, którą podjęto przeciwko dominacji kapitalistycznej i biurokratycznej, ale w imię marzenia, życia, przyjemności. („Changer la vie ou l’irruption de l’individualisme transpolitique”, w: „Pouvoirs” – Revue Française d´Études Constitucionelles et Politique, nr 39, 1986, Paris).
Określając go jako rutynowy i pragmatyczny, zbyt przemysłowy i konsumpcyjny, młodzież z Sorbony chciała obalić świat, do którego ich przodkowie byli tak przywiązani. Wyznacznikiem tego ruchu kontestacyjnego był obłęd w działaniach i brak logiki w wyrażaniu pragnienia. Wywyższano impulsywność. Edgar Morin, znany socjolog francuski, znawca wydarzeń z maja 1968 r. od momentu, kiedy tylko się zaczęły, pisze w swoim artykule: „Maj-68: complexité et ambigüité” w cytowanym już czasopiśmie „Pouvoirs”: „to koniec euforycznego mitu społeczeństwa przemysłowego, racjonalnego, które rozwiązuje problemy ludzkości możliwe do rozwiązania. (…) Istnieje niejasne wrażenie, że wszystko jest podważane”.
MILCZĄCA AKCEPTACJA
Najbardziej charakterystyczna cecha Rewolucji na Sorbonie to eksplozja obłędu jako faktu dokonanego. W niektórych hasłach, tych najbardziej rewolucyjnych, wypisanych na murach uniwersyteckich, eksplozja ta jest najbardziej widoczna: „Jeśli Bóg istnieje, należy go znieść”, „Zabronione jest zabraniać”. W tamtych dniach zamętu wydawało się, że ludzkość będzie podążała od tego momentu pod wodzą ostentacyjnego obłędu.
Rewolucja gwałtownie wprowadziła na scenę typ człowieka, którego pojawienie się, zgodnie ze stopniowym rozwojem Rewolucji w czasach powojennych, nastąpiłoby zdecydowanie wiele dekad później. Jeśli w sensie politycznym rewolucja z maja 1968 poniosła klęskę, bo przecież nie zdobyła władzy, nie obaliła państwa, to jednak podniesiono sztandar i wydano okrzyk, co przyniosło katastrofalne skutki. W sensie psychologicznym, moralnym, społecznym i kulturowym była szeroko akceptowana. Ponadto, fakt, że doszło do niej we Francji, zawsze podziwianej i potencjalnie ekspansywnej, sprawił, że stała się pociągająca w oczach całego świata. Lansowano nowy typ człowieka: pozbawionego zasad, rozczochranego, ekologa, zwróconego już w stronę ideologii plemiennej.
Plemiennej? Tak. Niezrównany myśliciel katolicki, profesor Plinio Correa de Oliveira analizując dokładnie, w swojej pracy „Rewolucja i Kontrrewolucja”, najwcześniejszy etap Rewolucji opisuje możliwy zwrot rewolucyjny w stronę stadium plemiennego, które według nas, byłoby rozpowszechnieniem idei z eksplozji na Sorbonie: „Narastająca niechęć do wszystkiego, co jest rozumne, zaplanowane i usystematyzowane, może prowadzić jedynie, w swoich ostatnich paroksyzmach, do stanu trwałego i fantazyjnego włóczęgostwa właściwego dla życia w dżungli, przeplatanych instynktownym i quasi-mechanicznym wykonywaniem pewnych czynności absolutnie niezbędnych do życia. (…)
W ten sposób obalanie tradycji ubioru na Zachodzie, coraz bardziej niszczonej przez nudyzm, wyraźnie zmierza do pojawienia się i utrwalenia zwyczajów, które będą tolerować co najwyżej przepaskę z piór noszoną przez pewne plemiona, zastąpioną tam, gdzie zimno tego wymaga, okryciami mniej lub bardziej podobnymi do tych używanych przez Lapończyków.
Szybkie znikanie form grzeczności może tylko prowadzić do absolutnego prostactwa (żeby nie użyć innego określenia) zachowań plemiennych”(„Rewolucja i Kontrrewolucja” Kraków 2007, str. 152).
* * *
Bohaterowie Rewolucji na Sorbonie twierdzą dziś, że ruch przegrał, roztopił się w społeczeństwie klasy średniej. Sam Cohn-Bendit, wówczas lider rewolucyjny najbardziej podziwiany przez klasę średnią, wyraża takie zdanie w swojej książce, „My którzy tak bardzo kochaliśmy rewolucję”:… Czy brakuje nam spojrzenia w głąb, próby zanegowania w ten sposób cichego rozpowszechniania się idei maja 68 w umysłach, by uniknąć nowego strachu? W ten sam sposób zdaje się myśleć pisarz francuski, Alain Touraine, profesor na Uniwersytecie w Nanterre podczas Rewolucji na Sorbonie: „ruch z Maja nie będzie miał swojego jutra, ale przyszłość” (A. Touraine, „Le Communisme Utopique”, Seuil, Paryż, 1972).
W artykule dla „Folha de S. Paulo” z 24.10.01, profesor Plinio Corrêa de Oliveira, komentując skutki Rewolucji na Sorbonie stwierdza: „klasyczny grzyb po wybuchach atomowych, w tej samej chwili, gdy znika, promieniuje na całą atmosferę”.
MARZENIA, ZAMĘT, CHAOS
Szaleństwo rozpoczęło się w Paryżu. Nihilistyczne marzenie znalazło swój wyraz w zamęcie i chaosie. Agitacja zaczęła się rozprzestrzeniać szerząc moralną deprawację. Rak zaatakował Uniwersytet Nanterre – Sorbona VIII dnia 15 marca 1968 r., kiedy to studenci zajęli akademiki zarezerwowane dla dziewcząt, protestując w ten sposób przeciwko oddzielaniu płci.
Ruch wzrósł w siłę, spazmatycznie rozprzestrzeniał się do pierwszych dni maja. Jego wynikiem były znaczące straty materialne [302 zniszczone samochody, 10 tysięcy metrów kwadratowych zerwanych chodników, 63 zniszczone sygnalizacje świetlne, 500 bezużytecznych znaków drogowych, 6 zaatakowanych komisariatów, 1912 rannych policjantów, dwa miliony pięćset tysięcy ówczesnych franków zostało bez sensu stracone i roztrwonione („Paris Match”, 5-5-78)], które są jednak mało znaczące wobec skutków moralnych i psychologicznych. Nowy model Francji, zwróconej na świat, zainicjował nadejście nowej ery.
Sceną wydarzeń rewolucji na Sorbonie, która w tym miesiącu obchodzi swoją dwudziestą rocznicę, była głównie słynna Quartier Latin, Dzielnica Łacińska, gdzie nie było „dnia czy nocy bez żywiołowych rozruchów, kierowanych głównie przez radykałów, utrzymujących w napięciu sąsiednie dzielnice i miliony słuchaczy. Płomienie podpalanych pojazdów oświetlały ciemną i sztywną barykadę zdenerwowanych policjantów od chwiejnej i ciągle zmieniającej się barykady manifestantów. Obok hałasu, furii i eksplozji bomb z gazem łzawiącym, (…) pojawia się nowe hasło: porozmawiajmy! Dzień i noc toczą się filozoficzne rozmowy, na ulicy, na barykadach, w biurach, w fabrykach (dziewięć milionów robotników i urzędników rozpoczęło strajk, wspierając studentów), pomiędzy policjantami i studentami, studentami i profesorami. Podejmowane tematy to: Marks, sens Historii, Bóg Ojciec, władza pieniądza i Marcuse, którego wszyscy cytują, nie wiedząc często kim był. Niemiecki filozof z tych najbardziej mrocznych, uchodził za Jankesa. Prorocy-pajace ogłaszali nadejście nowych czasów i koniec trójcy »metro-boulot-dodo« (metro-praca-łóżko)” (tamże).
Maj 1968 nie był jedynie studencką rewoltą, kontestującą uniwersyteckie reguły. Właściwie należałoby go zakwalifikować raczej jako punkt zbieżny tendencji rozkładowych istniejących już w poprzednich formach, takich jak bitnicy, pokolenie rock and rolla, bitelsi na polu muzyki, czy ruchy partyzanckie w dziedzinie polityki. Tendencje te otrzymały mocny impuls, dzięki któremu dotąd kontestujące „getta” objęły całe społeczeństwa.
Ten pierwszy wybuch nastąpił podczas wydarzeń majowych. Pojawiły się hasła: „Ani Boga, ani władcy”, „Jeśli Bóg istnieje, należy go znieść”, „Zabronione jest zabraniać”, „Bądźmy realistami, żądajmy niemożliwego”, „Wyobraźnia do władzy”. Ta prawdziwa orgia, która ogarnęła Sorbonę była symbolem nowego modelu życia: „Uwolnić zmysły od przymusu, uwolnić wyobraźnię z więzów funkcjonalnego umysłu” (Herbert Marcuse, w: „To jest”, 10-5-78).
Uwolniona wyobraźnia, sama z siebie szalona, prowadzi do nowego stylu zamieszek, wykorzystujących jako ostatnią redutę buntowników „Katangi”. Zgromadzeni wokół Lucienia Courdriera, rzekomego agitatora z Afryki, (stąd nazwa) stworzyli zbrojne ramię ruchu (za: Génération – Les Annés de Rêve, Hervé Hamon i Patrick Rotman, Seuil, Paryż, 1987).
REAKCJE SPOŁECZNE: STRACH I PRZYSTOSOWANIE
Wobec wszechogarniającego chaosu wystraszona klasa średnia odezwała się i zorganizowała na Polach Elizejskich marsz, w którym wzięło udział milion osób. Jednak ich strach nie mógł się równać ze studenckimi i robotniczymi manifestacjami tamtych pełnych chaosu dni.
Marsz miał swoje źródło w obawie, że rewolucja na Sorbonie może doprowadzić do utraty przez klasę średnią wygodnego stylu życia, a nawet wepchnąć społeczeństwo w anarchię.
Po marszu i zakończeniu zamieszek ulicznych, do Francji pozornie wrócił porządek. Studenci złagodnieli, zakończyły się walki z siłami porządkowymi, pootwierano sklepy i restauracje, a przede wszystkim znowu zaczęły działać stacje benzynowe, będące symbolem normalności w mieście…
Klasa średnia, pozbywając się strachu, ponownie wsiadła do swoich samochodów i wspólnie z rodzinami wyjeżdżała do swoich domków na wsi, ponownie organizowała pikniki. Cztery tygodnie później 60% Francuzów poparło de Gaulle’a. Pozornie zatem rozsądna Francja budziła się z koszmaru…
Ale gdzieś w głębi nadal tkwił brak logiki.
Manifestanci reprezentujący establishment byli pozbawieni zasad, a protestowali jedynie przeciwko rewolucji w zwyczajach, które zbyt szybko się zmieniały. Kiedy grupa ludzi, klasa społeczna lub cały naród pozbawieni są zasad nie są w stanie przeciwstawić Rewolucji żadnej skutecznej bariery. Dlatego też zwycięski establishment nie miał w swoich szeregach intelektualistów, nie miał artystów ani poetów, ani bardów, ani symboli, nie miał polityków, ani tym bardziej lidera religijnego, który byłby w stanie wytłumaczyć cały agresywny obłęd i jego przyczyny i który zaproponowałby prawdziwą „lever d’idées” mogącą pokonać to szaleństwo. On nawet nie potrafił sam z klasą zerwać czarnej flagi anarchii wywieszonej przez rebeliantów z Sorbony na gotyckiej iglicy katedry Notre Dame. Tym bardziej nie potrafił, ani też nie chciał, zastąpić jej chorągwią Wiary, jedyną, która mogłaby powiewać w tak wyjątkowym miejscu.
Jaki był tego powód? Tak naprawdę społeczeństwo było przygotowane do ruchu, który toczył się dwutorowo: pusty protest i milcząca akceptacja. Nie mieli nic do przekazania swoim następcom, może jedynie bierność, przeciętność, ducha frustracji. W rezultacie dzieci biorących udział w tym marszu, znalazły się w stanie ducha stworzonym przez wiatry Rewolucji na Sorbonie. A ci, którzy maszerowali przeciwko niej, nie bez przyjemności wspomagali swoich wnuków będących całkowitymi „sorbończykami”.
Rewolucja na Sorbonie znacząco wpłynęła na zachowania społeczne w następnych latach. I w tym sensie miała i nadal ma swoją przyszłość. Kontestacja stała się modna, autorytety we wszystkich dziedzinach życia osłabły, zwyczaje szybko pozbyły się ram, które dotąd w jakiś sposób utrzymywały je w Prawie Boskim i relacjach społecznych. Nastąpił zamęt idei artystycznych. Wszystko, to doprowadziło do formy umysłowości charakteryzującej się „spontanicznością pierwotnych reakcji, bez kontroli rozumu i skutecznego udziału woli oraz dominacją wyobrażeń i odczuć nad metodyczną analizą rzeczywistości…” („Rewolucja i Kontrrewolucja” Kraków 2007, str. 60).
W swojej cytowanej książce „My którzy tak bardzo kochaliśmy rewolucję”, Daniel Cohn-Bendit, stwierdza: „w ciągu tych lat młodzież stała się motorem rewolucji obyczajowej, mentalnej i relacji międzyludzkich”.
Ta siła w następnych latach doprowadziła w znacznej mierze do powstania komitetów studenckich i uczelnianych, komitetów wojskowych, komitetów wspierających walkę robotników, mieszkańców wsi, antyimperialistów; ruchów wolnościowych kobiet, homoseksualistów, ruchów ekologicznych i skrajnie nacjonalistycznych (za: Gelles Lipotevsky, „Changer la vie ou l’irruption de l’individualisme transpolitique”, w: „Pouvoirs”, nr 39, str. 95, 1986, Paryż).
Łagodna „radioaktywność”, która rozprzestrzeniła się od momentu wybuchu na Sorbonie w maju 68 była przyczyną przyspieszonego rozkładu religii, kultury i wartości moralnych, które dziś znajdują się w stanie agonii. W ten sposób prawie wszystkie wartości definiujące Cywilizację Chrześcijańską zostały wyrzucone na brzeg zapomnienia, by tam umrzeć. Możliwości człowieka, by powrócić do dawnego splendoru duchowego, a w konsekwencji doprowadzić do zakończenia okrucieństw zdarzających się dziś są nikłe, tak małe, że prawie nie można ich brać pod uwagę.
A oczy tych, którzy naprawdę kochają tamten duchowy splendor błagalnie zwracają się w stronę Tej, która w Fatimie nas pociesza, obiecując: Na koniec moje Niepokalane Serce zatriumfuje!
Paulo Enrique Chaves
Catolicismo, lipiec 1988

