O dialogu katolików z organizacjami homoseksualnymi

Zmiana taktyki organizacji homoseksualnych

W listopadzie 2003 r. lobby homoseksualne zgłosiło do laski Marszałka Senatu projekt ustawy o tzw. rejestrowanych związkach partnerskich, mającej na celu prawne zrównanie związków homoseksualnych z małżeństwem. Świadomi dominacji lewicy w parlamencie, jak i niewiedzy społeczeństwa o planowanej ustawie projektodawcy liczyli na szybkie jej przyjęcie przez Senat a następnie przez Sejm. Tak się jednak nie stało. Informacje o projekcie dotarły do opinii publicznej, w większości katolickiej, wywołując oburzenie i sprzeciw.

Szczególnie prowokacyjny charakter miały, organizowane równolegle z pracami komisji senackich, imprezy mające na celu wypromowanie ruchu homoseksualnego w Polsce. W maju 2004 zorganizowano w Krakowie Dni Kultury Lesbijsko-Gejowskiej, których punktem kulminacyjnym miała być zaplanowana w dniu procesji św. Stanisława parada homoseksualistów. Władze miasta zignorowały protesty oburzonych mieszkańców, co w końcu doprowadziło do zablokowania przemarszu i zamieszek na ulicach. Również zaplanowana w czerwcu w Warszawie parada została zakazana przez Prezydenta Miasta właśnie na skutek protestów mieszkańców i w obawie przez rozruchami. Podobnie w Poznaniu w listopadzie 2004 r. brak właściwej reakcji na protesty ze strony prezydenta, który zezwolił na przemarsz homoseksualistów, przyczynił się do zamieszek w mieście.

Z kolei na skutek licznych protestów urzędników stanu cywilnego, którzy zadeklarowali odmowę wykonania ustawy ze względu na przekonania i sumienie, po burzliwej debacie senackiej nie przyjęto ustawy odsyłając ją do ponownego rozpatrzenia przez komisje.

Jak widać poparcie partii rządzących, tupet w manifestowaniu homoseksualizmu i lekceważenie opinii publicznej, w większości katolickiej, nie przyniosły zamierzonych rezultatów prowokując jedynie coraz bardziej zdecydowany sprzeciw wobec środowisk homoseksualnych.

Po roku kampanii na rzecz zalegalizowania związków jednopłciowych zaczęto zmieniać taktykę. Nagle zaproponowano przeciwnikom debatę i możliwość dialogu otwierając dla nich, zamknięte do tej pory, medialne fora dyskusyjne.

Czy środowiska katolickie mogą prowadzić dialog z organizacjami homoseksualnymi?
Ta zmiana taktyki może postawić wielu katolików przed dylematem: czy prowadzić publiczne debaty z przedstawicielami organizacji homoseksualnych, czy też ich unikać?

Trzeba mieć też na uwadze, że ta zmiana taktyki stawia katolików wobec pewnej pokusy tj. daje możliwości zaprezentowania szerokiej opinii publicznej swojego stanowiska, pod warunkiem prowadzenia dialogu z homoseksualistami.

Należałoby zatem uściślić postawione wcześniej pytanie: czy katolik mając możliwość zaprezentowania swojego stanowiska w publicznej debacie powinien ją podejmować z przedstawicielami organizacji homoseksualnych?

Udzielając odpowiedzi na powyższe pytania należy rozważyć jakie mogą być skutki takiej debaty dla jej uczestników, a jakie dla jej świadków.

Cele organizacji homoseksualnych, którymi są promocja homoseksualizmu oraz dążenie do prawnego zrównania dewiacyjnych związków z małżeństwem i rodziną, są nie do pogodzenia z doktryną Kościoła katolickiego. Każdy katolik kierując się prawym sumieniem ma moralny obowiązek sprzeciwu wobec takich poczynań zarówno w życiu osobistym, jak i publicznym.

Do czego ma zatem prowadzić debata katolików z przedstawicielami tych organizacji? Gdyby miało to prowadzić do zniwelowania sprzeczności i wzajemnego porozumienia, to wtedy katolik byłby zmuszony odrzucić naukę Kościoła w tej materii, a także popełniłby grzech zaniedbania wobec miłości bliźniego, unikając okazji do napomnienia grzesznika. Ponadto trzeba mieć na uwadze, że w debacie nie uczestniczą homoseksualiści, którzy żałują swojego postępowania i chcą się nawrócić, ale homoseksualni aktywiści czyniący z dewiacji ideologię społeczną. Ci ludzie, jako świadomi gorszyciele i promotorzy grzechu, użyją wszelkich sposobów, aby bronić swoich racji będących usprawiedliwieniem ich stylu życia. Na merytoryczne argumenty używają różnorakich ideologicznych haseł i erystycznych wykrętów, starając się przy każdej okazji zdyskredytować adwersarza. Taka debata może zatem prowadzić tylko do zachwiania stanowiska katolików, dla których zło tkwiące w promocji i legalizacji związków homoseksualnych powinno być sprawą bezdyskusyjną.

Przystępując do debaty katolik powinien brać nie tylko pod uwagę siebie i zatwardziałego w swoich grzechach adwersarza, ale również świadków tej publicznej debaty.
Trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie jaki wpływ ta debata może wywrzeć na publiczności?

Po pierwsze, jako katolicy uczestniczący w debacie na równi z homoseksualnymi aktywistami uwiarygodniamy ich jako osoby mające odmienne poglądy w kwestii homoseksualizmu. Stawiamy na jednym poziomie naukę Kościoła o prawdziwym dobru człowieka, którą głosimy, z błędną ideologią i grzechem przeciwko naturze, które powinniśmy zwalczać. Prowadzi to do zrelatywizowania postaw świadków debaty wobec stanowisk prezentowanych przez jej uczestników. Taka debata byłaby czymś w rodzaju dyskusji z przestępcami na temat nowelizacji prawa karnego. Jednak na temat patologii społecznych nie można dyskutować z tymi, którzy tę patologię reprezentują i uważają za właściwy styl życia.

Po drugie, zawsze musimy być świadomi, że przeciwnik nie kieruje się miłością do katolików, ale będzie dążył wszelkimi sposobami do ich zdyskredytowania w oczach publiczności. Na internetowych stronach organizacji homoseksualnych, aż roi się od antykatolickich wypowiedzi. Nie łudźmy się więc, że będziemy traktowani przez nie jak partnerzy dialogu, ale powinniśmy się spodziewać, że zostaniemy potraktowani jak wrogowie, których należy za wszelką cenę zdyskredytować i pogrążyć.

Po trzecie, przystępując do debaty stwarzamy wrażenie, że sprawa promocji i legalizacji związków homoseksualnych nie jest czymś bezdyskusyjnym, ale można o tym rozmawiać i dojść do jakiegoś kompromisowego porozumienia.

Zatem zarówno ze względu na możliwość zachwiania stanowiska katolików uczestniczących w publicznej debacie z przedstawicielami organizacji homoseksualnych, jak i zachwiania morale publiczności powinno się unikać uczestnictwa w takich debatach.

Jeżeli nie debata to, co?

Pozostaje nam publiczny sprzeciw na polu politycznym i obyczajowym poprzez prezentowanie swojego zdecydowanego stanowiska wobec władz i całego społeczeństwa.

Można prowadzić debaty na forum parlamentu czy innych instytucji do tego powołanych, ale jedynie z przedstawicielami władz, które to prawo stanowią lub wykonują. Nie wolno nam jednak ustawać w walce ze złem, jakie promują organizacje homoseksualne. Należy najpierw to zło powstrzymać i ograniczyć, a następnie dążyć do jego marginalizacji i zaniku przy wykorzystaniu wszelkich dopuszczalnych środków. Zaproponowana katolikom debata po roku pełnej tupetu kampanii świadczy o słabnącej pozycji homoseksualnego lobby, a więc nie dajmy się zwieść podstępom wrogów Kościoła, małżeństwa i rodziny i kontynuujmy akcję zdecydowanego sprzeciwu.

Sławomir Olejniczak
Prezes Stowarzyszenia Kultury Chrześcijańskiej im. Ks. Piotra Skargi

 

Kraków, 25 listopada 2004 r.

Podobne artykuły

Razem upomnijmy się o szacunek dla Ciała Pańskiego!

Zapraszamy do udziału w akcji Instytutu Maryi Królowej Polski „Upadnij na kolana, uwielbiaj swego Pana!”. Jeszcze dzisiaj można zgłosić chęć otrzymania pakietu z folderem o uroczystości Bożego Ciała i witrażem-naklejką na okno z wizerunkiem Najświętszego Sakramentu i tym samym mieć pewność, że dotrze on pod wskazany adres przed uroczystością Bożego Ciała (4 czerwca).