– Sprawa cudu w Sokółce nie znalazła jeszcze swojego ostatecznego rozstrzygnięcia – powiedział KAI rzecznik prasowy Kurii Białostockiej, ks. Andrzej Dębski. Zaznaczył, że wielkość sprawy poznawana jest po jej owocach. Ks. Dębski zaapelował też o cierpliwość, rozwagę i spokój.
– Jeśli wśród owoców pojawi się wzrost pobożności eucharystycznej, osobistej modlitwy i ekspiacji za grzechy braków należytej adoracji Ciała i Krwi Jezusa, może to świadczyć o autentyczności zdarzenia – dodał rzecznik.
– W tej chwili trudno jest wyrokować jak dalej te sprawy się potoczą. Zawsze, jeśli jest to dzieło pochodzące od Pana Boga, znajdzie swój szczęśliwy finał – zakończył ks. Dębski.
Pod koniec stycznia br. kapłanowi udzielającemu Komunii Św. w kościele św. Antoniego w Sokółce upadł na podłogę komunikant. Ponieważ takiego komunikantu nie podaje się wiernym, kapłan zanurzył go, w celu rozpuszczenia, w specjalnym naczyniu z wodą zwanym vasculum. Po kilku dniach zauważono, że komunikant się nie rozpuścił, natomiast w środku pojawiła się brunatna plamka o powierzchni 0,5 na 0,5 cm.
Miejscowi duszpasterze zaniepokojeni zjawiskiem wyjęli komunikant z vasculum i przełożyli na korporał – kwadratowe płótno używane w czasie Mszy św. Po wyschnięciu, plamka na komunikancie pozostała.
14 października białostocka Kuria wydała komunikat, w którym stwierdza m.in., że 7 stycznia 2009 roku z komunikantu pobrano próbkę, która została niezależnie zbadana przez dwóch profesorów specjalistów patomorfologów z Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku. We wspólnym orzeczeniu napisali oni, że przysłany do oceny materiał „wskazuje na tkankę mięśnia sercowego, a przynajmniej, ze wszystkich tkanek żywych organizmu najbardziej ją przypomina”.
Źródło: KAI

