Tej garstce, która nas słucha…


"Świat patrzy na tę zbrodnię, straszliwszą niż wszystko, co widziały dzieje i – milczy", pisała Zofia Kossak-Szczucka w apelu do społeczeństw Zachodu, podczas zagłady Żydów z warszawskiego getta w sierpniu 1942 roku. "Rzeź milionów bezbronnych ludzi dokonywa się wśród powszechnego złowrogiego milczenia… Tego milczenia dłużej tolerować nie można… Kto milczy w obliczu mordu – staje się wspólnikiem mordercy. Kto nie potępia – przyzwala".

Katolicka powieściopisarka, której książki tłumaczono na wiele języków, nie potrafiła milczeć. Nie potrafiła zajmować się tylko sobą, swoją twórczością, przetrwaniem w piekle wojny, losem najbliższych. Z narażeniem życia działała w Żegocie. Została uwięziona w Auschwitz. Siedziała na Pawiaku. Po uwolnieniu przystąpiła do Powstania Warszawskiego. Napisała wiele niezwykłej rangi powieści historycznych – dziś niemal zupełnie zapomnianych – i słynne wspomnienia z zagłady Polski kresowej, dokonanej przez bolszewików, "Pożogę".
Po powrocie z Anglii do Polski w 1957 r. także nie była w stanie milczeć.

Towarzysze potrzebują artystów

Władze komunistyczne jeszcze za stalinizmu postawiły na artystów. Im większy talent, tym większe kuszenie. Próbowały także sprawić, na różne sposoby, by Zofia Kossak-Szczucka spokorniała. Żeby przestała zawracać sobie głowę rolą sumienia katolickiego Narodu. Żeby uznała, że jej miejsce jest wśród tłumu literatów jedzących komunistom z ręki. Jeżeli nie gorliwie wychwalających partię – jak przyszli nobliści, Czesław Miłosz (powieść "Zdobycie władzy") i Wisława Szymborska (tom wierszy "Dlatego żyjemy", redakcja Jan Lipski, wyd. Czytelnik, 1952 i 1954), a później dwuznacznie z nią polemizujących (Cz. Miłosz w "Zniewolonym umyśle", i wielu innych) – to przynajmniej "walczących z polskim klerykalizmem". I w tej dziedzinie zasługi położyła Wisława Szymborska, którą 17 stycznia obecny prezydent RP odznaczy na Wawelu Orderem Orła Białego. "Pierwsza dama polskiej poezji" – dla arbitrów elegancji w świecie literackim – była sygnatariuszką (m.in. wraz ze Sławomirem Mrożkiem) manifestu kilkudziesięciu krakowskich twórców, którego celem było zachęcenie komunistycznych władz do przyspieszenia wykonania wyroku śmierci na uwięzionych księżach kurii krakowskiej, oskarżonych o "szpiegostwo i dywersję za amerykańskie pieniądze" (8 lutego 1953 r.).

W podobną manifestację ślepego poddaństwa obcej władzy nie potrafiłaby zaangażować się Zofia Kossak-Szczucka, ze słynnej ziemiańsko-malarskiej rodziny Kossaków (jej wujem był Wojciech Kossak). "Wiadomo, że honor kosztuje, ale skoro się go ma, trzeba płacić", pisała w liście do przyjaciół w roku 1962, wkrótce po awanturze, którą zrobiła, gdy w prasowym sprawozdaniu jednego z posiedzeń literatów przypisano jej kłamliwie nie tylko obecność na nim, ale i udzielenie poparcia dla partii. "Nie ustąpiliśmy, trudno". Szmatławiec zmuszony został do zamieszczenia sprostowania. W roku następnym pisarka podpisała protest przeciw cenzurze ("List 34"). Komuniści cały czas prowadzili wobec niej lisią politykę, na zmianę, umizgów i kąsania. Ktoś obdarzony talentem podobnej miary był na wagę złota, jego spolegliwość ich uwiarygodniała.

Zwłaszcza że entuzjazm Polaków towarzyszący powrotowi pisarki – wraz z mężem Tadeuszem Szatkowskim – z głębokiej angielskiej prowincji był ogromny. "Przyjechała Pani w samą porę. Witają Panią ludzie, wita ziemia, wiosna w powietrzu, skowronki już przyleciały. A tu trzeba zakasać rękawy, budować na każdym kroku, taki chaos w głowach, w życiu…", pisał czytelnik z Krakowa.

Z wywiadu radiowego, który przeprowadzono z nią jeszcze na lotnisku, wycięto natychmiast słowa pozdrowienia rodaków: "Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!".

[…]

Pełny tekst: "Nasz Dziennik"

Podobne artykuły

Razem upomnijmy się o szacunek dla Ciała Pańskiego!

Zapraszamy do udziału w akcji Instytutu Maryi Królowej Polski „Upadnij na kolana, uwielbiaj swego Pana!”. Jeszcze dzisiaj można zgłosić chęć otrzymania pakietu z folderem o uroczystości Bożego Ciała i witrażem-naklejką na okno z wizerunkiem Najświętszego Sakramentu i tym samym mieć pewność, że dotrze on pod wskazany adres przed uroczystością Bożego Ciała (4 czerwca).