Do 62 wzrosła liczba biskupów, którzy potępili zaproszenie Baracka Obamy na znany uniwersytet katolicki Notre Dame w amerykańskim stanie Indiana. Prezydent ma uczestniczyć tam 17 maja w uroczystości rozdania dyplomów, a przy okazji odebrać doktorat honoris causa w dziedzinie prawa przyznany mu przez władze uczelni. Przeciwko inicjatywie uniwersytetu zaprotestowało też ponad 352 tys. internautów.
Oburzeni katolicy podkreślają, że katolicka uczelnia nie powinna honorować prezydenta, który prowadzi proaborcyjną politykę. Jako jeden z pierwszych skrytykował zaproszenie Obamy bp John D’Arcy – ordynariusz diecezji Fort Wayne-South Bend, w której leży miasto Notre Dame i uczelnia o tej samej nazwie. Oświadczył on, że nie przybędzie na uniwersytecką uroczystość. W ślad za nim poszli kolejni hierarchowie.
Do zmiany decyzji wezwało władze uczelni Stowarzyszenie im. kard. Newmana. Pod petycją opublikowaną w Internecie przez tę katolicką instytucję podpisało się już ponad 352 tys. ludzi.
W ostatnim czasie biskup Brownsville Reymundo Pena ogłosił na stronie diecezji list adresowany zarówno do rektora Notre Dame ks. Johna Jenkinsa CSC, jak i do Baracka Obamy. Hierarcha powołał się na setki tysięcy katolików protestujących przeciwko zaproszeniu prezydenta na uniwersytet. „Ich wspólny głos jasno wyraził, że uważają postępowanie księdza za skandalicznie niezgodne z symboliczną misją Notre Dame, którą jest ukazywanie, w jaki sposób wiara katolicka może pozytywnie wpływać na współczesne życie i kulturę” – napisał do ks. Jenkinsa.
W części adresowanej do prezydenta Obamy bp Pena wezwał go, by zrezygnował z wizyty na katolickiej uczelni. Hierarcha powołał się przy tym na liczne protesty studentów uczelni. Dotąd ponad 5 tys. studentów i absolwentów Notre Dame zademonstrowało swój sprzeciw wobec obecności prezydenta na uroczystości rozdania dyplomów.
Hierarcha wyraził swój szacunek do przywódcy politycznego. Podkreślił jednocześnie, że większość Amerykanów ma inne niż prezydent zdanie w podstawowej kwestii moralnej – opowiadają się za prawem do życia a nie „prawem do aborcji”.
Źródło: KAI

