Czterej kalifornijscy strażacy wnieśli do sądu pozew przeciw swojemu szefostwu, które zmusiło ich do udziału w paradzie homoseksualistów. Tam strażacy przeżyli, jak twierdzą, psychiczną traumę, która tkwi w nich do dziś – informuje "Rzeczpospolita.
W lipcu dowództwo straży pożarnej w San Diego nakazało podwładnym wystąpić w corocznej paradzie homoseksualistów sponsorowanej przez miasto. Czterej wytypowani do udziału w imprezie pederastów strażacy stanowczo odmówili, ale ich sprzeciwy na niewiele się zdały. Jak informuje "Rzeczpospolita", musieli przywdziać mundury, założyć hełmy, wsiąść do czerwonego wozu i ruszyć przez ulice miasta "w radosnym pochodzie pełnym roznegliżowanych mężczyzn odmiennej orientacji".
Psychiczna trauma, o której przejściu mówią strażacy wiąże się nie tylko z rzucanymi pod ich adresem przez widzów "seksualnie niedwuznacznymi wypowiedziami i okrzykami" oraz "obraźliwymi gestami". Aby zrozumieć, co czuli bohaterowie tej historii – pisze "Rz" – nie wystarczy wiedzieć, że są – jak zaznacza jedna z konserwatywnych gazet – "przykładnymi ojcami i mężami oraz chrześcijanami". Trzeba wiedzieć, że na śmieszność narażono coś więcej – patriotyczną dumę.
"Rzeczpospolita" przypomina, że od 11 września 2001 roku strażacy są w Ameryce traktowani jak bohaterowie narodowi, stali się uosobieniem najlepszych cech amerykańskiego charakteru. Wykonywanie obraźliwych gestów pod adresem jakiegokolwiek strażaka to jak plucie na gwiaździsty sztandar – czytamy w dzienniku.
Reakcja czwórki strażaków już przyniosła skutek. Miejski Departament Pożarnictwa zniósł obowiązek uczestniczenia w paradzie pederastów. Od przyszłego roku w paradzie pojadą – za dodatkową opłatą – tylko ochotnicy.
(źródło: Rzeczpospolita)

