Przy okazji skandalu jaki wybuchł w związku krwawym stłumieniem demonstracji w Tybecie, Michael Whitcraft przypomina na stronach amerykańskiego Stowarzyszenia TFP budzącą moralny sprzeciw sprawę uprzywilejowanego traktowania Chin przez Zachód. Dzieje się tak poprzez przyznanie temu komunistycznemu państwu statusu „największego uprzywilejowania” w handlu, rosnący import towarów niskiej jakości, a nawet niebezpiecznych, które wchodzą na rynek amerykański nie poddawane, lub poddane w niewielkim tylko zakresie, kontroli jakości, a także przyznanie im prawa do organizowania igrzysk olimpijskich w 2008 r.
Według Michaela Whitcrafta, w wielu przypadkach ekonomiczne zalety wymiany handlowej z Chinami stanowiły podstawę do stworzenia sytuacji, w której nieludzkie warunki pracy i korupcja są skrywane za zasłoną opłacalności handlu, o którym donoszą sporządzane co kwartał raporty ekonomiczne. Jednak gdy ta zasłona opadnie, okazuje się, że przykre skutki chińskich niemoralnych praktyk, są często odczuwane także na miejscu. Określenie Made in China używane na etykietkach towarów wydaje się być bardziej odpowiednie do ostrzegania.
Niebezpieczna heparyna
Michael Whitcraft przypomina skandal związany z heparyną, szeroko stosowanym lekiem przeciwzakrzepowym, wytwarzanym m.in. ze świńskich tkanek. Wyprodukowana przez Chińczyków heparyna spowodowała ostatnio reakcje uczuleniowe u ponad siedmiuset Amerykanów i doprowadziła do śmierci dwudziestu jeden z nich.
Właściwie to nie heparyna spowodowała taki problem, lecz substancja nazywana siarczanem chondroityny, który znajdował się w 20 z 28 preparatów heparyny sprowadzonych z Chin.
Niektóre z badanych próbek zawierały aż 50 proc. tej substancji zanieczyszczającej. Skala zanieczyszczenia była duża, ponieważ znaczny procent z jednego miliona fiolek heparyny kupowanej każdego miesiąca w USA pochodzi z Chin.
Międzynarodowy sabotaż?
Siarczan chondroityny nie jest naturalną substancją, stąd nie może on być obecny w tkankach zwierzęcych, z których otrzymywana jest heparyna. Ponieważ jednak koszt jego produkcji stanowi ułamek kosztów produkcji czystej heparyny, stąd rodzi się poważne podejrzenie, że został on dodany do leku celowo, aby zwiększyć zyski.
Jak na razie efekty śledztwa w sprawie źródła zanieczyszczenia nie przyniosły skutków ze względu na brak przejrzystości w chińskiej gospodarce. Istnieje tak wielu dostawców i producentów oraz pośredników niższego szczebla związanego z produkcją, że jest prawie niemożliwe wskazanie, w którym momencie ta substancja zanieczyszczająca została wprowadzona do leku zmniejszającego krzepliwość krwi.
W wielu przypadkach, rolnicy działający na niewielką skalę w opłakanych warunkach sanitarnych, przeprowadzają pierwszy etap produkcji leku. Ostatnia plaga, która zdziesiątkowała chińskie hodowle świń spowodowała, że produkcja heparyny stała się szczególnie lukratywnym zajęciem dla chińskich hodowców.
Warunki, w jakich była ona produkowana były tak pożałowania godne, że początkowo pracownicy amerykańskiego urzędu FDA uznali, że to one są przyczyną gwałtownych reakcji uczuleniowych, wywołanych przez importowaną heparynę.
Niewystarczające badania FDA
O tych warunkach nie mówiło się wcześniej, aby nie wyszedł na jaw skandal związany z nieprzeprowadzeniem kontroli przez FDA całego chińskiego importu. Senator Charles Grassley, republikanin z Iowa poskarżył się ostatnio do urzędu FDA, że w 2007 r. instytucja ta zbadała zaledwie jedenaście z setki – jeśli nie tysięcy – chińskich fabryk farmaceutycznych, od których USA importuje leki.
Dyrektor FDA Joe Famulare przyznał, że liczba chińskich fabryk, które zostały poddane kontroli „oscylowała w granicach tej liczby”, o której mówił senator Grassley.
Częściowo brak kontroli jest spowodowany tym, że FDA jest przeciążona. Jak donosili Gardfiner Harris i Walt Bogdanich w artykule z 6. marca, który ukazał się w International Herald Tribune: „Wiele niezależnych źródeł łącznie z jednym z naukowców wchodzących w skład kadry FDA ujawnili, że FDA jest niewiarygodnie przeciążona wieloma obowiązkami i w związku z tym nie jest w stanie chronić społeczeństwa przed niebezpiecznymi lekami, sprzętem medycznym i żywnością pochodzącymi w szczególności z Chin”.
Jednak brak inspektorów FDA nie tłumaczy dysproporcji w liczbie inspekcji chińskich towarów w porównaniu z liczbą inspekcji towarów pochodzących z innych państw. Jak informował artykuł, który ukazał się 20. marca w „Los Angeles Times”, chociaż import leków z Chin stanowi 22 proc. całego amerykańskiego importu lekarstw, to skontrolowano zaledwie 6 proc. tego importu w latach 2002 – 2007.
Przyznanie Chinom uprzywilejowanej pozycji w handlu, pozwalającej na tak łatwe odpuszczanie im, jest nie do przyjęcia. W edytorialu na stronie internetowej LawyearsandSettlements.com zauważono: „Biorąc pod uwagę powyższe istotne zastrzeżenia wobec towarów importowanych z Chin, jest nie do pomyślenia, aby regulatorzy rządowi nie poddali gruntownej kontroli każdego produktu, zarówno w stanie surowcowym jak i skończonym sprowadzonego do naszego kraju, który ma być konsumowany przez niewinnych i nic nie podejrzewających Amerykanów”.
Chińskie rozwiązanie?
Co więcej, urzędnicy FDA planują zwiększyć liczbę i przyznać więcej licencji chińskim inspektorom, by ci załatwili problem z brakiem inspektorów w kraju. Przedstawiciel komisji FDA ds. międzynarodowego i specjalnego programu dr Murray Lumkin oświadczył: – Nasze wysiłki, by obsadzić na stałe stanowiska w Chinach stanowią poważny krok w kierunku zapewnienia dostępu do bezpiecznej żywności, leków i sprzętu medycznego na rynku światowym.
– W wieku, w którym granica nie stanowi bariery, zglobalizowana gospodarka domaga się jedynie większej regulacji międzynarodowej działalności, wymiany informacji i współpracy, w szczególności w dziedzinie jakości produktu i egzekwowania tego – wyjaśnił.
Wezwanie do przebudzenia Zachodu
Jednak takie rozwiązania nie uwzględniają różnic pomiędzy chińskimi a amerykańskimi standardami i obdarzają nadmiernym zaufaniem zżerany przez korupcję rząd komunistyczny.
Nigdy skutecznie nie uporamy się z niebezpiecznymi warunkami pracy, importowanymi towarami oraz zepsuciem komunistycznym, dopóki Zachód nie przestanie traktować Chin jak przyjaznego partnera biznesowego, i dopóki nie uzna Chin za zepsuty i bezwzględny reżim.
Zachód musi widzieć więcej, aniżeli jedynie zalety ekonomiczne i powinien uwzględnić także sytuację chińskich robotników oraz zagrożenie, jakie Chiny stanowią dla przyszłości zachodniej cywilizacji. Powinno się odmówić handlu z krajem komunistycznym, nie uznawać rządu Chin jako legalnego i zbojkotować tegoroczną olimpiadę w Pekinie.
Chociaż te drastyczne środki nie zostaną podjęte w najbliższej przyszłości, to jednak Zachód musi uznać Chiny za imperium zła i podjąć konkretne kroki, by zahamować wzrost potęgi tego kraju na świecie. Zależy od tego bezpieczeństwo obywateli – czytamy na stronie www.tfp.org
Michael Whitcraft
Źródło: TFP.org, AS

