Brytyjczycy będą nadal dofinansowywać model edukacji seksualnej, który całkowicie zawiódł. W dodatku będą nim obejmować coraz młodsze dzieci. Trzy czwarte brytyjskich nauczycieli twierdzi, że wychowanie seksualne w szkołach powinno być obowiązkowe – informuje „Nasz Dziennik”.
Badanie przeprowadzone dla "Daily Telegraph" ujawnia, iż 60 proc. nauczycieli uważa, że zajęcia te powinny objąć swoim zakresem już dziewięciolatków. Jedna czwarta postuluje, by dotyczyło to nawet siedmioletnich dzieci – czytamy w „NDz”.
Gregory Carlin z irlandzkiej grupy Anti-Trafficking Coalition, monitorującej seksualne wykorzystywanie dzieci podkreśla, że patrząc na wszelkie badania dotyczące obecnego modelu edukacji seksualnej, można jasno stwierdzić, iż zawiódł on całkowicie, nie przynosząc kompletnie żadnych pozytywnych rezultatów.
Tymczasem rządowy Departament ds. Dzieci, Szkół i Rodzin wypuścił "pakiet" ulotek na temat ciąży wśród nastolatek, który ma być pomocą dla nauczycieli prowadzących zajęcia z wychowania seksualnego. Krytycy jasno wyrażają swoje obawy, twierdząc, że tego typu publikacje próbują dać moralne podstawy do usprawiedliwiania seksu pozamałżeńskiego.
Broszura ta zawiera zestaw pytań do dzieci odnośnie do seksu z przygotowanymi wcześniej odpowiedziami. Uczniowie mogą jedynie stwierdzić, czy z powyższym stwierdzeniem się „zgadzają”, „nie zgadzają” bądź „nie są pewne”. I tak dla przykładu możemy znaleźć następująco postawiony problem: „Edukacja seksualna powinna uczyć dokonywania wyborów, a nie mówić, jak postępować”. Jak łatwo się domyślić, pożądaną odpowiedzią jest w tym wypadku: „zgadzam się”. Z kolei inne pytanie brzmi: „Czy szkoła powinna przekazywać tylko chrześcijańskie wartości?” – „prawidłowa” odpowiedź to: „nie zgadzam się”. Podobnie bezproblemowo można się domyślić, jakich odpowiedzi ministerstwo oczekuje w przypadku zagadnień: „Homoseksualizm powinien być poruszany na zajęciach w szkole” lub „Szkoła powinna mówić uczniom, że nie należy uprawiać seksu” – informuje „Nasz Dziennik”.
Według Normana Wellsa, dyrektora instytutu Family and Youth Concern, program ten „ociera się o pranie mózgu”. Stwierdził on, że program jest jasno nastawiony na promowanie światopoglądu, w którym niczego, co dotyczy relacji seksualnych, nie można nazwać nieprawidłowym bądź niewłaściwym. – Autorzy tej ulotki wyraźnie mierzą w odciągnięcie dzieci od jakichkolwiek moralnych wartości i przekonanie ich, by myślały, iż wszystko jest relatywne – stwierdził Wells.
Źródło: „Nasz Dziennik”

