Rozstrzygają się losy Traktatu Lizbońskiego – w Irlandii rozpoczęło się referendum w tej sprawie. By Traktat mógł wejść w życie musi być ratyfikowany przez wszystkie kraje członkowskie. Tylko Irlandia zapytała swoich obywateli o zdanie, w pozostałych państwach decydują o tym parlamenty narodowe – informuje polskieradio.pl.
Do ostatniej chwili premier Irlandii jeździł po kraju, ministrowie rozmawiali z ludźmi na ulicach i namawiali do poparcia Traktatu. Przeciwnicy traktatu też nie próżnowali i liczą na to, że udało im się przekonać niezdecydowanych.
Przeciwnicy argumentowali, że przyjęcie traktatu spowoduje utratę przez Irlandię neutralności, podniesienie podatków, promowane będą aborcja, eutanazja oraz małżeństwa homoseksualne. – Mamy klucz do drzwi frontowych, ale nie ma go do tylnych. A wszystkie podnoszone kwestie mogą być właśnie wprowadzone tylnymi drzwiami – mówił Irlandczyk, który zagłosował za odrzuceniem Traktatu.
Zaniepokojeni wynikami sondaży przywódcy UE już w przyszły czwartek mają zebrać się w Brukseli, aby w razie niepowodzenia opracować plan alarmowy. Najprościej byłoby, podobnie jak 6 lat wcześniej, gdy Irlandczycy odrzucili traktat nicejski, przeprowadzić ponowne referendum w Irlandii. Tym razem podobny wybieg mógłby zakończyć się niepowodzeniem.
Jak donosi „Dziennik”, w Brukseli szepcze się o innym, bezprecedensowym scenariuszu. Miałby on polegać na wyłączeniu Irlandii z form współpracy wprowadzanych przez Lizbonę. Dublin zachowałby euro i uczestniczył jedynie w jednolitym rynku. Problem jednak w tym, że takiego rozwiązania nie przewiduje europejskie prawo i technicznie niezwykle trudno wprowadzić je w życie.
Innym pomysłem jest wyodrębnienie się grupy państw, które będą chciały bliżej współpracować poza Unią. Prezydent Sarkozy już zapowiedział, że w razie porażki referendum Francja i Niemcy wystąpią ze wspólną inicjatywą polityczną – czytamy w dzienniku.
Źródło: polskieradio.pl, dziennik.pl

