Komentator "Washington Post" E. J. Dionne Jr. analizując papieską pielgrzymkę zauważa, że słowem, jakiego Benedykt XVI używa w sposób najbardziej dla Amerykanów zaskakujący, jest pojęcie kontrkultury. Amerykańskie rozumienie tego terminu bowiem, całkowicie sprzeczne z treścią przesłania papieskiego, zostało ukształtowane w latach 60. XX wieku i kojarzy się powszechnie z wolną miłością, muzyką rockową, hippisami i buntem.
Zdaniem publicysty słowo to stanowi klucz do zrozumienia przesłania Benedykta XVI – "cichego, lecz zaciekłego krytyka «coraz bardziej zlaicyzowanej i materialistycznej kultury»". "Prawie każdy Amerykanin, który zwrócił uwagę na jego homilię podczas czwartkowej Mszy św. musiał czuć się nieswojo, ponieważ wszystkich z nas ukształtowały te właśnie siły, które krytykował" – pisze Dionne, zauważając, że Benedykt bezpośrednio podważył poglądy wielu obywateli USA na temat religii – że jest ona sprawą prywatną i nie przekłada się w znacznym stopniu na sprawy publiczne.
Według analityka wpływowej gazety, radykalnie indywidualistycznemu podejściu do religii papież przeciwstawia model wspólnotowy i społeczny i takie właśnie podejście określa Benedykt "kontrkulturowym".
Źródło: KAI

