John Horvat
Członek Amerykańskiego Stowarzyszenia Obrony Tradycji, Rodziny i Własności (TFP)
Szanowni Państwo! Niech wolno mi będzie zacząć od stwierdzenia, że czuję się zaszczycony mogąc tu, w tej sali, przemawiać do Państwa. Mogę tylko żałować, że nie umiem mówić po polsku. O ile jednak mówimy w różnych językach, łączy nas wspólna wiara i dążenie do uchronienia naszych narodów przed wielkim zagrożeniem, jakim są małżeństwa homoseksualne lub ich ekwiwalenty.
Jako członek Amerykańskiego Stowarzyszenia Obrony Tradycji, Rodziny i Własności (TFP), obywatelskiej organizacji o charakterze katolickim, zwracam się do Państwa jako ktoś, kto od lat zajmuje się badaniem ogólnoświatowego ruchu homoseksualnego. Jestem współautorem wydanej przez nasze Stowarzyszenie książki pt. W obronie wyższych praw: Dlaczego musimy przeciwstawiać się "małżeństwom" homoseksualnym i ruchowi homoseksualnemu. Nasza organizacja aktywnie angażuje się w sprzeciw wobec legalizacji "małżeństw" homoseksualnych w Stanach Zjednoczonych.
Ilekroć przychodzi mówić o związkach jednopłciowych, jestem pod wrażeniem zasięgu walki, którą musimy toczyć. Tę przemowę mógłbym równie dobrze wygłosić w Południowej Afryce, Chile, Portugalii, Kanadzie, we Włoszech lub w Hiszpanii. Do listy tej mógłbym dodać Wielką Brytanię, które to państwo zalegalizowało właśnie związki cywilne.
Wszystkie te kraje stoją teraz w obliczu uchwalenia prawa pozwalającego na zawieranie małżeństw homoseksualnych. Pod wpływem nacisków bliskie są odrzucenia moralności chrześcijańskiej.
Prohomoseksualni aktywiści w tych krajach wykorzystują takie same, odwołujące się do uczuć argumenty, stosują taką samą taktykę działania i cieszą się takim samym poparciem stronniczych mediów.
Uważam, że w obliczu tak wielkiej batalii musimy zjednoczyć się wokół wspólnej sprawy. Musimy opracować podobną taktykę, pomagając sobie nawzajem. Musimy korzystać z wzajemnych doświadczeń, wyciągać lekcje tak z sukcesów jak i porażek.
Pozwolą więc Państwo, że zacznę od zrelacjonowania tego, co dzieje się w tej kwestii w moim kraju. Mam nadzieję, że nasze doświadczenia pomogą Wam i umocnią was w walce, którą toczycie u siebie.
Jak pokazały ostatnie wybory, jesteśmy narodem spolaryzowanym.
Nie istnieje jedna Ameryka, lecz dwie Ameryki. Z jednej strony mamy Amerykę, która chce pozostać w zgodzie z moralnością chrześcijańską. Z drugiej strony mamy liberalną Amerykę, która pragnie w pełni świeckiego społeczeństwa.
Jedną z kwestii Amerykę jest zagadnienie małżeństw jednopłciowych, wokół którego trwa zażarta debata.
Pozwolę sobie przedstawić Państwu, jak przebiega walka na tym polu.
26 czerwca 2003 Amerykański Sąd Najwyższy, wydając orzeczenie w sprawie Lawrence przeciwko stanowi Teksas, zdekryminalizował sodomię. Decyzja ta była zasadniczo równoznaczna ze stwierdzeniem, że w amerykańskim prawie nie ma miejsca na moralność. Była to decyzja, której nie zawahaliśmy się określić mianem "11 września w moralności."
Liberalna Ameryka skwapliwie wykorzystała wyrok Sądu Najwyższego.
Wkrótce potem inni sędziowie zaczęli wydawać orzeczenia przygotowujące grunt pod powszechną legalizację małżeństw homoseksualnych. 18 listopada 2003 Sąd Najwyższy stanu Massachusetts uznał "małżeństwo" jednopłciowe za zgodne z prawem. Decyzja czterech sędziów obaliła trzechsetletnią tradycję prawną. W kilku innych stanach toczą się podobne sprawy sądowe i nietrudno wyobrazić sobie kolejne podobne decyzje w przyszłości.
W lutym 2004, prohomoseksulany burmistrz San Francisco Gavin Newsom (praktykujący katolik) niespodziewanie oświadczył, że w mieście tym dozwolone będą "małżeństwa" osób tej samej płci i zaczął wydawać zezwolenia na zawieranie tego rodzaju związków. Zawarto około 300 tak zwanych małżeństw zanim władze stanowe położyły kres tej farsie, uznając je wszystkie za nieważne. Kilkunastu innych burmistrzów i przywódców rządowych próbowało tego samego w innych stanach z podobnym skutkiem.
Wszystkie te przypadki łączy jedno – są narodowi narzucane. Z naszych doświadczeń wiemy, że jest to ulubiona metoda działania ruchu homoseksualnego. Nigdy nie poddawano ich pod głosowanie, ponieważ ilekroć w Ameryce poddawano pod głosowanie zmiany prawne korzystne dla związków homoseksualnych, były one zdecydowanie odrzucane.
Tak więc bieżąca sytuacja wygląda następująco. "Małżeństwa" takie są legalne wyłącznie w stanie Massachusetts. Związki cywilne dozwolone są na mocy prawa w stanach Vermont i New Jersey. Ponadto toczy się kilka spraw kwestionujących ideę tradycyjnego małżeństwa pomiędzy mężczyzną i kobietą.
A teraz pozwolą państwo, że opowiem o tym, co dzieje się po drugiej stronie barykady.
Istnieje bardzo silny sprzeciw wobec "małżeństw" osób tej samej płci.. Brutalne działania w Massachusetts i San Francisco zaszokowały ludzi. Ogromne sektory społeczeństwa odrzucają ideę małżeństw i związków homoseksualnych i kwestia ta wywołuje burzliwe reakcje w całym kraju.
Z dumą mogę powiedzieć, że amerykańscy konserwatyści zdołali się zmobilizować. Chciałbym teraz pokrótce przedstawić, co zostało w tej sprawie zrobione.
Przede wszystkim 39 z 50 stanów USA uchwaliło prawa określające małżeństwo jako związek mężczyzny i kobiety. W stanach tych zawieranie małżeństw homoseksualnych lub uznawanie tak zwanych małżeństw zawieranych w Massachusetts lub Kanadzie jest nielegalne.
Jednakże prorodzinni Amerykanie poszli jeszcze dalej. Dostrzegli, że sądy mogą znosić tego rodzaju prawa. Jedynym sposobem, by temu przeciwdziałać jest wprowadzenie zmian w stanowych konstytucjach. Stanowi sędziowie muszą brać pod uwagę stanowe konstytucje i jeśli te wyraźnie stwierdzają, że małżeństwo jednopłciowe jest niezgodne z prawem, nie mogą nakazywać ich uznawania.
Z tego powodu w listopadzie zeszłego roku jedenaście stanów przeprowadziło referenda w sprawie wprowadzenia stosownych poprawek do swoich konstytucji. We wszystkich jedenastu stanach poprawki przeszły przytłaczającą większością głosów. W Mississippi za wprowadzeniem poprawki głosowało 86 procent wyborców. W Luizjanie poprawka zyskała niemal 80% poparcie.
Arkansas – 75-25%
Georgia – 77-23%
Kentucky – 75-25%
Michigan – 59-41%
Mississippi – 86-14%
Montana – 66-34%
North Dakota – 73-27%
Ohio – 62-38%
Oklahoma – 76-24%
Oregon – 57-43%
Utah – 66-34%
Wiele z tych poprawek uchwalono dzięki wysiłkom zwykłych obywateli, którzy zebrali podpisy, dzięki którym można je było poddać pod głosowanie w referendum. Nasze stowarzyszenie aktywnie uczestniczyło w tych kampaniach. Niejednokrotnie naszym zwolennikom udawało się zebrać setki a nawet tysiące podpisów.
Powinienem też dodać, że w większości z wyżej wymienionych stanów zebrano o wiele więcej podpisów niż było potrzeba.
W Michigan potrzeba było 317,757 ważnych podpisów – zebrano 482,590.
W Montanie wolontariusze zgromadzili ponad 70 tysięcy podpisów, czyli prawie dwa razy więcej niż wymagane 41 tysięcy.
W Oregonie odnotowano największą w historii tego stanu akcję zbierania podpisów pod petycją obywatelską, czego efektem było 244,587 podpisów, podczas gdy stanowe przepisy wymagały tylko 100, 840 podpisów.
W Arkansas, gdzie wymagany prób wynosił 120,123 podpisów, zebrano ich 200,693.
Większość analityków politycznych przyznaje, że jednym z czynników, które miały wpływ na zwycięstwo Prezydenta George’a W. Busha był fakt, iż wielu mieszkańców Ohio, którzy opowiedzieli się przeciw małżeństwom homoseksualnym, swoje głosy w wyborach prezydenckich oddało właśnie na niego.
Oprócz stanowych poprawek dążymy do uchwalenia poprawki federalnej – tzw. Marriage Protection Amendment (poprawki w sprawie ochrony małżeństwa). Jeśli poprawka ta zostanie zatwierdzona, tradycyjne małżeństwo będzie najwyższym prawem w całym kraju i nawet Sąd Najwyższy nie będzie w stanie nakazać uznawania małżeństw osób tej samej płci.
Wspomniany projekt legislacyjny cieszy się poparciem Prezydenta oraz większości w obu Izbach Kongresu. Sondaże pokazują, że wprowadzenie takiej poprawki popiera znaczna liczba obywateli USA.
To nie wszystko. Prorodzinne organizacje, strony internetowe, publikatory i stowarzyszenia religijne jednoczą się w walce. W całym kraju odbywają się prorodzinne wiece i spotkania. Amerykańskie TFP włączyło się w tę inicjatywę. Jesteśmy członkiem koalicji około siedemdziesięciu organizacji i stowarzyszeń kościelnych, które w Waszyngtonie znane są jako Grupa z Arlington. Wspólnie opracowujemy strategię na rzecz obrony tradycyjnego małżeństwa.
Podsumujmy więc, co zostało zrobione.
Obecnie w siedemnastu stanach udało się wprowadzić odpowiednie poprawki do stanowych konstytucji. Kolejnych dwadzieścia stanów, w tym Massachusetts, znajduje się w trakcie wprowadzania takich poprawek lub przesyłania ich wyborcom, aby umożliwić im zapoznanie się z nimi. Prowadzone są działania na rzecz wprowadzenia do Konstytucji Stanów Zjednoczonych federalnej poprawki mającej chronić tradycyjne małżeństwo. Grupy prorodzinne zwarły szeregi i odbywają regularne spotkania, aby przeciwdziałać zagrożeniu.
W rezultacie wszystkich tych działań, prohomoseksualni aktywiści zmuszeni zostali przejść do odwrotu, zwolnili swoją kampanię zmierzającą do zalegalizowania małżeństw homoseksualnych i starają się przedstawiać siebie jako bardziej umiarkowanych.
Jak Państwo widzą, dużo się dzieje w tej sprawie i wiele udało się osiągnąć.
Chciałbym podkreślić dwa czynniki, które pomogły osiągnąć taką reakcję społeczną i które – jak sądzę – mogą okazać się pomocne także w Polsce.
Pierwszym są tak zwani "value voters", czyli wyborcy ceniący sobie tradycyjne wartości. Znaczna większość amerykańskiego społeczeństwa jest przeciwna małżeństwom osób tej samej płci jak również aborcji i eutanazji. Wielu Amerykanów sprzeciwia się im ze względów religijnych.
Jednakże, przed wyborami, nie ujawniali się.
Byli zastraszeni przez media stwarzające fałszywe wrażenie, jakoby wszyscy opowiadali się małżeństwami homoseksualnymi.
Bali się konfrontacji z drugą stroną ponieważ nie chcieli być określani mianem bigotów i osób nietolerancyjnych.
Wybory sprawiły, że Amerykanie ci zdali sobie sprawę ze swojej siły. Otrzymali dużą liczbę głosów.
Teraz zaczynają sobie zdawać sprawę z tego, że ich idee cieszą się społecznym poparciem, że oni sami stanowią realną siłę i politycy muszą liczyć się z ich zdaniem.
Interesujące jest to, że spostrzeżenie to dotyczy także ludzi młodych. Członkowie TFP prowadzący na kampusach uniwersyteckich kampanię przeciwko "małżeństwom" jednopłciowym mogą potwierdzić, że młodzież nas popiera. Nasi przeciwnicy to bardzo radykalna i niezwykle głośna mniejszość.
To właśnie wyborcy hołdujący tradycyjnym wartościom pokonali liberałów w ostatnich wyborach. Kwestia małżeństw homoseksualnych odegrała tu istotną rolę.
Drugim czynnikiem, który okazał się pomocny w walce ze zwolennikami małżeństw jednopłciowych, było publiczne stanowisko, jakie Kościół katolicki i jego hierarchowie zajęli w tej sprawie w trakcie wyborów.
Zbyt długo katolikom wmawiano, że Kościół nie może angażować się w kwestie społeczne. Tu jednak w grę wchodzą nie tyle kwestie społeczne, ile moralne. Kościół nie tylko ma prawo się w nie angażować, lecz jest do tego zobowiązany.
Mówienie, że Kościół nie może zajmować stanowiska w kwestiach moralnych mających konsekwencje polityczne jest równoznaczne ze stwierdzeniem, że Kościół nie może promować moralności. W większym lub mniejszym stopniu każde prawo ma wymiar moralny. Żadna zasada moralna nie pozostaje bez wpływu na prawo. Jeśli to państwo określa, jakie stanowisko wolno Kościołowi zająć, wymazane zostaje rozgraniczenie pomiędzy władzą duchową i świecką. Sfera świecka wchłania sferę religijną.
Nasze doświadczenia z wyborów 2004 r. pokazują jak skuteczny może być głos Kościoła. Gdy katoliccy kandydaci twierdzili, że są zarówno praktykującymi katolikami i jednocześnie zwolennikami aborcji i małżeństw homoseksualnych, trzydziestu amerykańskich biskupów publicznie powiedziało "nie".
Kilku z tych biskupów poszło o krok dalej. Oznajmili oni, że politycy upierający się przy legalizacji aborcji i małżeństw jednopłciowych nie będą mogli przyjmować Komunii Świętej i poinstruowali kapłanów, by odmawiali im udzielenia im Eucharystii.
Amerykańskie TFP wydało opublikowane w licznych gazetach oświadczenie wyrażające uznanie dla stanowiska 13 biskupów, którzy publicznie ogłosili, że tego rodzaju politycy nie mogą przyjmować komunii w Kościele.
Arcybiskup Raymond Burke z St. Louis był jednym z pierwszych biskupów, którzy złożyli takie oświadczenie. Powiedział on: "Nawet gdyby chcieli przystąpić do Komunii nie będą do niej dopuszczani dopóki publicznie nie wycofają swojego poparcia dla takich wysoce niewłaściwych praktyk."
Biskup Michael Sheridan z Colorado Springs oznajmił z całym naciskiem: „Katoliccy politycy promujący tak zwane "małżeństwa jednopłciowe"…stawiają się poza nawiasem Kościoła i nie mogą otrzymywać Komunii Świętej dopóki publicznie nie odwołają swoich słów nie pojednają się z Bogiem w sakramencie pokuty."
Ameryka nie jest krajem katolickim. Stanowimy tylko 25 procent populacji USA. Jednakże głos tych biskupów i kapłanów okazał się nad wyraz skuteczny. Katolicy nie głosowali na takich polityków, co miało istotny wpływ na wyniki wyborów i zmieniło historię naszego kraju.
Tak to wygląda w USA.
Przyznaję się, że nie znam zasad działania polskiego systemu prawnego i sądowniczego. Nie wiem, jakie stanowisko w tej sprawie zajmują wasze partie polityczne i reprezentujący je politycy. Nie wiem, jakie macie możliwości wpływania na zmianę polityki państwowej.
Tym samym moja opinia odnośnie tego, co możecie zrobić jest siłą rzeczy ograniczona. Niemniej jednak, sądzę, że w oparciu o nasze doświadczenia w Ameryce możemy jasno zdefiniować pewne ogólne zasady, które dadzą się zastosować do sytuacji w Polsce.
Pierwsza zasadą, którą mogę Wam zaproponować, brzmi następująco: Zbierzcie się na odwagę! Temu zagrożeniu można się przeciwstawić. Możemy wygrać.
Nie możemy dać się zastraszyć mediom i publicznej presji, która usiłuje stworzyć wrażenie, że wszyscy są za małżeństwami jednopłciowymi, a ci, którzy im się sprzeciwiają są nietolerancyjnymi bigotami.
Nasze doświadczenia z wyborcami ceniącymi tradycyjne wartości mówią, że wrażenie takie jest z gruntu fałszywe. Jesteśmy o wiele silniejsi niż nam się wydaje. Nasze doświadczenia wskazują, że duże sektory społeczeństwa a nawet znaczna część młodzieży sprzeciwiają się małżeństwom homoseksualnym. Musimy otwarcie o tym mówić. Musimy protestować. Musimy stawiać opór.
Nie wolno nam zapominać, że oni są mniejszością, podczas gdy my stanowimy większość. Podejrzewam, że w odniesieniu do konserwatywnego kraju katolickiego takiego jak Polska stwierdzenie to też jest prawdziwe.
Po drugie musimy być wytrwali i bezkompromisowi.
Jedynym sposobem na wybranie tej bitwy jest wytrwanie na zajmowanych pozycjach. Kluczem do sukcesu jest nie uleganie.
Jedną z najgorszych rzeczy, jakie możemy zrobić jest obranie tragicznej drogi kompromisu.
Są tacy, którzy twierdzą, że musimy odrzucić ideę małżeństw jednopłciowych, ale też zaakceptować związki cywilne. Jeszcze inni proponują pójcie na ustępstwa wobec ruchu homoseksualnego poprzez stopniowe przyznawanie związkom osób tej samej płci praw małżeńskich i adopcyjnych.
Jest to recepta na klęskę – powolna droga do całkowitej kapitulacji.
Nasze doświadczenia w Ameryce mówią, że sprzeciw wobec zarówno małżeństw jak i cywilnych związków osób tej samej płci pozwala osiągnąć większe poparcie. Im więcej dozwalamy ustępstw wobec ruchu homoseksualnego, tym bardziej osłabiamy swoja pozycję. Musimy śmiało i dumnie obstawać przy naszych zasadach.
Po trzecie, wyjątkowo skuteczny w tej walce okazuje się być głos duchowieństwa i laikatu katolickiego. Przecież chodzi tu nie o kwestie społeczne, lecz moralne. Kościół ma nie tylko prawo, lecz wręcz obowiązek angażować się w te sprawy.
Jako katolicy mamy wszystkie potrzebne środki. Mamy 2000 lat konsekwentnego nauczania Kościoła, który od zawsze wypowiadał się przeciwko homoseksualizmowi. Zresztą dysponujemy nie tylko biblijnymi zapisami sięgającymi Księgi Rodzaju. Począwszy od czasów apostolskich aż do dnia dzisiejszego Kościół zawsze i wszędzie nauczał przeciwko homoseksualizmowi.
Musimy zachęcać naszych biskupów i kapłanów, by wykorzystywali niezmienne nauczanie Kościoła i głośno wypowiadali się na ten temat. Gdy pasterze mówią, ich owieczki słuchają.
Nasze doświadczenia w protestanckiej Ameryce pokazują, jak bardzo skuteczni mogą okazać się pod tym względem katoliccy biskupi. Czyżby w Polsce miało być inaczej?
Po czwarte, nie wolno nam tracić z oczu głównej kwestii w tej debacie, a mianowicie tego, że "małżeństwo" homoseksualne nie jest małżeństwem.
Ludzka natura określa cechy małżeństwa, definiując je jako związek mężczyzny i kobiety, którego celem jest prokreacja i wychowanie dzieci.
Nie wolno nam zmieniać podstawowego celu i cech małżeństwa. Nie zależą one od woli umawiających się stron, lecz są zakorzenione w prawie naturalnym, które nie podlega zmianom. Dwie osoby tej samej płci nigdy nie będą mogły zawrzeć związku małżeńskiego z uwagi na nie dające się pokonać różnice biologiczne.
Nasze doświadczenia w Ameryce mówią, że ruch homoseksualny próbuje przemilczeć tę rzeczywistość i usiłuje skierować debatę na boczny tor. Homoseksualni aktywiści mówią, że w "małżeństwie" jednopłciowym chodzi o miłość. Mówią, że w kwestii tej chodzi o prawa.
Nie chodzi jednak ani o miłość ani o prawa. Chodzi o naturę małżeństwa jako takiego. Chodzi o zyskanie społecznej akceptacji i prawnego uznania dla ich stylu życia. Orędownicy homoseksualizmu wiedzą, że nie mogą zmienić natury małżeństwa, ale za to mogą spróbować zmienić nas.
Małżeństwo osób tej samej płci nie jest małżeństwem. Małżeństwo jest wzajemnym oddaniem się sobie mężczyzny i kobiety, którego podstawowym celem jest zrodzenie i wychowanie dzieci.
Istnieją już słowa opisujące nieuporządkowane związki funkcjonujące poza małżeństwem.
Związek mężczyzny i kobiety nie związanych węzłem małżeńskim ma swoja nazwę. Określa się go mianem utrzymywania stosunków pozamałżeńskich.
Związek dwóch osób, z których jedna jest zamężna/żonata ma swoją nazwę. Jest to cudzołóstwo.
Związek dwóch osób tej samej płci też ma swoja nazwę. Jest to sodomia.
Są tacy, którzy chętnie zrównaliby wszystkie te związki i nazwali je małżeństwem. Musimy jednoznacznie stwierdzić: to nie jest małżeństwo.
Wreszcie musimy wyraźnie dostrzegać, że ostatecznym celem orędowników homoseksualizmu jest coś więcej niż tylko uregulowania prawne. Celem jesteśmy my. Oni chcą zmienić nas. Naszą moralność. Naszą wiarę. Nasz styl życia.
Stawką jest przyszłość cywilizacji chrześcijańskiej. Zagrożony jest moralny szkielet podtrzymujący społeczeństwo. Poddawana jest w wątpliwość kwestia moralności w prawie.
Nasze doświadczenia w Ameryce pokazują, ze z chwilą, gdy oddziela się moralność od prawa tak jak w sprawie Lawrence przeciwko stanowi Teksas, każde zboczenie może znaleźć swoje uzasadnienie. Każda norma moralna może zostać zakwestionowana.
Dla własnego dobra musimy sprzeciwiać się wszelkim wysiłkom mającym na celu narzucenie społeczeństwu małżeństw homoseksualnych.
Gdy takim związkom zostanie nadana moc prawna, ruch homoseksualny dostanie do ręki potężną psychologiczną broń pozwalającą zmienić nasze odrzucenie homoseksualnych praktyk i zmusić nas do stopniowej, choćby i niechętnej, akceptacji ich stylu życia.
Niech wolno mi będzie w skrócie podsumować to, o czym mówiłem.
Wszyscy jesteśmy zaangażowani w toczącą się na całym świecie walkę wokół kwestii małżeństw homoseksualnych.
Relacjonując to, co dzieje się w Ameryce, pragnę podzielić się z Wami naszymi doświadczeniami w nadziei, że okażą się one pomocne dla Was tutaj w Polsce.
Zobaczyliśmy jak bardzo Ameryka jest spolaryzowana wokół tej kwestii.
Z jednej strony mamy kulturową lewicę, która usiłuje narzucić społeczeństwu ideę małżeństw homoseksualnych za pomocą wyroków sądowych wydawanych przez sędziów, którzy interpretują prawo tak jak im wygodnie. Pomocni okazują się też burmistrze miast, którzy "legalizują" takie związki.
Po stronie kulturowej i religijnej prawicy, widzimy oddolne inicjatywy mające na celu przeciwstawienie się temu okropnemu trendowi. Widzimy wolontariuszy zbierających podpisy, wyborców głosujących w stanowych referendach, w których propozycje zalegalizowania małżeństw homoseksualnych odrzucane są przytłaczająca większością głosów. Mamy też projekt prorodzinnej poprawki do Konstytucji Stanów Zjednoczonych oraz organizacje i stowarzyszenia kościelne odbywające regularne spotkania w celu wypracowania wspólnej strategii.
Łatwo dostrzec dwa czynniki, które stanowią część takiej reakcji społeczeństwa. 1. Wyborców ceniących tradycyjne wartości, którzy wreszcie przekonali się o swojej sile. 2. Zdecydowaną akcję 30 biskupów amerykańskich, którzy publicznie wypowiedzieli się na temat polityków katolickich popierających małżeństwa jednopłciowe i aborcję.
Na koniec spróbowaliśmy sformułować i odnieść do sytuacji w Polsce pewne stosowane przez nas ogólne zasady, które można streścić następująco:
Możemy liczyć na większe poparcie niż nam się wydaje.
Musimy być wytrwali i bezkompromisowi.
Głos Kościoła jest niezwykle skuteczny.
Musimy na każdym kroku podkreślać, że małżeństwo homoseksualne nie jest małżeństwem.
To my jesteśmy celem homoseksualnej ofensywy
Na zakończenie chciałbym powiedzieć, że nie mamy złudzeń co do tego, że walka, która nas czeka, będzie trudna. Nie ma szybkich rozwiązań.
Mamy do czynienia ze zorganizowaną kampanią skierowaną przeciwko rodzinie i dlatego my też musimy się zorganizować. Czuję się podbudowany, widząc wysiłki podejmowane przez lokalne organizacje takie jak Stowarzyszenie Kultury Chrześcijańskiej im. Księdza Piotra Skargi, Radio Maryja i wiele innych. Podniosły mnie na duchu wieści o waszych protestach, które uniemożliwiły zorganizowanie w Warszawie i Krakowie parad homoseksualistów, którzy świadomie prowokowali katolików wyznaczając termin swoich marszów w dniu ważnego dla katolików święta.
Jednakże, żaden wysiłek podejmowany na taką skalę nie może zakończyć się sukcesem bez Bożej pomocy. Musimy prosić Boga o pomoc w naszej walce. Musimy prosić Matkę Boską o to, by wstawiła się za nami i pomogła uchronić nasze kraje przed tak wielkim zagrożeniem. Musimy modlić się o to, by cywilizacja chrześcijańska zwyciężyła.
Polska jest już przykładem dla Europy i Ameryki. Udało wam się uchylić sprzeczną z prawem Bożym ustawę aborcyjną z czasów komunistycznych. czasów. Teraz powinniśmy razem przeciwstawić się małżeństwom i związkom cywilnym osób homoseksualnych zanim zostaną usankcjonowane przez prawo.
Ze swojej strony modlę się, by Błogosławiona Maryja Dziewica, która objawiła się w Fatimie, by przestrzec nas przed współczesnym upadkiem moralnym, dodała nam odwagi w walce, która nas czeka. Modlę się także, by Pani Jasnogórska wskazała drogę wspaniałemu narodowi polskiemu i otoczyła go opieką tak jak wielokrotnie czyniła to w przeszłości.

